Archiwa tagu: Świątynia

Kraina smogu i herbaty – Szanghaj – cz.1

Z wizytą w „starym” Szanghaju.

Szanghaj jest jednym z największych miast Chin. Dla przeciętnego Europejczyka Szanghaj i Pekin to Chiny. Tam zaczyna się większość wycieczek, a czasem zaczyna i kończy. Prawdziwe Chiny są dalej… tam, gdzie praktycznie nikt nie mówi po angielsku, a miejscowi wciąż chcą robić sobie z Tobą zdjęcia, niczym dzieci z białym misiem w naszych Tatrach.

Jednak, skoro większość pierwszych kontaktów z Chinami zdarza się w Szanghaju  i Pekinie, to i od jednego z tych miejsc zacznę.

Szanghaj – jeśli jedziesz na zorganizowaną wycieczkę, nie masz wpływu na to, gdzie wylądujesz. Jeśli już jednak sam organizujesz wyjazd, zastanów się nad wyborem lotniska, bo Shanghai ma dwa. Pudong (to do tego lotniska jest kierowana większość lotów wycieczkowych z Europy) i Hongqiao. Warto sprawdzić na mapie, do którego z lotnisk będzie bliżej z hotelu, w którym masz rezerwację. Może to zaoszczędzić nawet 2-3 h drogi taksówką. Szczególnie ważne może się to okazać podczas drogi powrotnej do domu (Europy). Zapewniam Cię, że gnając na samolot ucieszysz się z lotniska blisko hotelu szczególne, że w Chinach uliczne korki są codziennością.

Szanghaj jest też bardzo dobrze skomunikowany siecią linii metra. Metro jest niedrogie, a przy tym okazuje się nie raz być jednym z szybszych środków lokomocji w tej metropolii. Na każdej stacji jest dużo automatów. Sugeruję posiadanie zarówno banknotów, jak i monet, ponieważ są dwa typy automatów   z biletami do metra. Jeden typ przyjmuje tylko monety, a to, że na każdej stacji jest dużo automatów biletowych nie znaczy, że wszystkie są czynne. Czasem złośliwie działają tylko te na monety, a Ty masz portfel pełen chińskich banknotów… Z dobrych wieści – obsługa automatu biletowego możliwa w języku chińskim… i angielskim.

Hoteli jest tu mnóstwo – od takich, które kosztują po 1000 zł za dobę, po tanie hoteliki za mniej niż 100 złotych. Pamiętaj jednak, im taniej, tym mniejsza szansa na to, że obsługa mówi po angielsku, a w hotelu zamówisz kawę. Raz miałem przyjemność nocować w chińskim hotelu, w którym rzadko goszczą Europejczyków. Takie miejsce zapewnia niepowtarzalne wrażenia już od momentu, w którym próbujesz się doprosić klucza i numeru pokoju na recepcji.  W Chinach, jak chyba w większości krajów komunistycznych czy postkomunistycznych, kwitnie biurokracja. Twoje dane muszą być milion razy zapisane, potwierdzone i sprawdzone. W hotelu jest podobnie. Zazwyczaj przybycie na recepcję hotelową wiąże się z wypełnieniem jakiegoś sporego druczku, kserowaniem paszportu itp. Pół biedy, jeśli druczek jest po angielsku, albo tym językiem włada obsługa. Gorzej, gdy jedyne słowo w obcym języku, jakie są w stanie powiedzieć pracownicy, to „Hello”. Nagle okazuje się, że „check in” i „check out” to długa podróż w nieznane.

Jesteśmy już na miejscu. Zwiedzanie czas zacząć. Na początek… odradzam taksówki i polecam metro. Powody jak wcześniej – taniej i szybciej. Do tego 99% taksówkarzy nie mówi po angielsku, więc musisz mieć napisany adres docelowy po chińsku (krzakami) i wierzyć, że dowiozą Cię, gdzie chcesz i najkrótszą trasą.    Z doświadczenia wiem, że taka wiara bywa często kruszona przez rzeczywistość Szanghaju .

Tym razem turystyczne minimum (przy założeniu, że masz mało czasu, a chcesz poczuć klimat Chin…) Zaczniemy od buddyjskiej świątyni.

Jingan Temple

Jingan Temple - wejście do świątyni

Jingan Temple – wejście do świątyni

– dobry dojazd linią metra, która dociera praktycznie do samej świątyni. Przejść trzeba ok. 50-100 m w zależności od tego, którym wyjściem z metra się wydostaniemy.

Wejściówka – 50 RNB (niestety za kontakt z buddyzmem trzeba płacić ). Wewnątrz mnóstwo turystów (buddystów?) i spora garść mnichów modlących się  i odprawiających jakieś obrzędy w różnych salach.

65664_4122280070168_1275391909_n

Nadal zastanawia mnie ta wejściówka, bo normalnie odbywały się tam jakieś ceremonie odprawiane przez mnichów z uczestniczącymi wiernymi. Czyżby tam wszyscy musieli płacić za wejście? Nawet, jeśli są buddystami i chcą się tylko pomodlić? Budynek piękny, wszechobecny zapach kadzideł, kilka pięter i wiele sal bogato zdobionych rzeźbami i obrazami. Co jakiś czas grupa mnichów przechodzi dziedzińcem z bębenkami i dzwonkami, na przemian odmawiając słowa modlitwy i zastygając w ciszy i bezruchu. Wszystko to w środku wielkiego Szanghaju. Wystarczy unieść głowę w górę ponad mur otaczający dziedziniec, by zobaczyć wszechobecne wieżowce. Wrażenie ciekawe, przynajmniej za pierwszym razem, bo gdy byłem w tej świątyni trzeci raz, to ten spacerek łysych mnichów z dzwonkami   i bębenkami, w połączeniu z ich zawodzeniem, robił już mniejsze wrażenie, a nawet wyglądał na taką popelinę pod publiczkę, która zapłaciła 50 RNB. Z drugiej strony, czemu nie. W końcu my też mamy w Polsce procesje, na przykład na Boże Ciało, a za bilet nieoficjalnie rzuca się na tacę…

532689_4122328911389_1111439301_nNa dziedzińcu świątyni przed wyjściem polecam zakup miejscowych kadzidełek. Mają jeden rodzaj, więc nie trzeba się zastanawiać nad wyborem, a koszt – symboliczne 1 RNB.