Archiwa tagu: podróże

Podróżuj z dzieckiem

Podróżuj z dzieckiem.

Poradnik praktyczny

Przez chwilę zastanawiałem się nad zakupem tej książki. Miałem obawę, czy aby nie będzie to kolejny poradnik z listą nikomu niepotrzebnych „oczywistych oczywistości”. Jednak ostatecznie przekonało mnie do tej książki logo National Geografic, do którego wciąż mam słabość i wierzę nadal, że produkty z tym znaczkiem mają jakąś wartość dla osób zainteresowanych podróżami i szeroko pojętą turystyką.

Dodatkowo miałem okazję kupić ją na przecenie w jednym z popularnych hipermaketów za jedyne 9,90 zł, co nie było wygórowaną ceną wobec „okładkowej” wynoszącej 49,90 zł.

Podróżuj z dzieckiem. Poradnik praktyczny” Anna i Krzysztof Kobusowie, wydawnictwo National Geographic, stron 391, oprawa miękka, wydanie I, rok wydania 2013

Książka ładnie wydana w standardzie i szacie graficznej typowej dla wielu publikacji National Geografic.

Nie ma do czego się przyczepić, a dodatkowo jest ciekawe rozwiązanie z „czerwoną gumeczką” pozwalającą spiąć książkę tak, że nawet w podróży nie będzie się przypadkowo otwierać. Wiadomo gumeczka chroni i wydawnictwo też o tym pomyślało.

Jednak w książce, o czym nie trzeba Wam pisać, najważniejsza jest treść. Tu było podobnie, bo i w przypadku zawartości merytorycznej znaczek National Geographic mnie nie rozczarował.

Głównymi autorami książki są Anna i Krzysztof Kobusowie jednak można powiedzieć, że jest to praca zbiorowa praktyków rodzinnego podróżowania. Praktyków, którzy „zjedli zęby” na wyprawach do mniej i bardziej egzotycznych krajów w towarzystwie swoich dzieci .

Choć wiele z wiedzy zawartej w książce wydaje się być oczywista dla kogoś, kto gdziekolwiek wyjeżdżał z dziećmi, jednak całość zawiera bardzo dużo szczegółowych informacji odnoszących się do wizyt w konkretnych krajach czy do specyficznych sytuacji. Wiele porad jest dodatkowo zilustrowanych zdjęciami lub grafikami, co ułatwia ich zrozumienie.

Mnie najbardziej spodobał się spory dział „Zabawki w podróży„. Z propozycjami nie tylko zabawek wygodnych do zabrania na wyprawę, ale i licznymi zabawami umilającymi drogę naszym pociechom i przy najbliższym rodzinnym wypadzie zamierzam część z pomysłów przetestować.

Ciekawym elementem jest także ściągawka internetowa czyli lista linków do stron pomocnych w przygotowaniu podróży, rezerwacji hotelów, zakupie wyposażenia czy ubezpieczeniu.

Oczywiście nasuwa się pytanie, na ile ta ściągawka będzie aktualna po kolejnych 2-3 latach, jednak na razie, mimo iż kupiłem wydanie z 2013 roku, jest wciąż przydatna. I polecam ją podobnie jak i całą książkę.

 

Powiązane linki:

 

 

Minął kolejny rok – podsumowanie

Minął kolejny rok. Co zmieniło się poza tym, że stałem się starszy? Co udało się, a co nie? Najłatwiej będzie to porównać patrząc na ubiegłoroczne postanowienia i ich realizację.
Plany miałem piękne niczym plan 5-letni za czasów komuny.

Dobrze, że już rok temu zakładałem jako sukces osiągnięcie 1-2 punktów z tego planu. Minimum zrealizowałem, więc generalnie mam czyste sumienie. Wziąłem udział w targach w Poznaniu i byłem w jednym (tylko!) ze schronisk górskich.
Jednak nie do końca mnie to zadowala. Jakoś tak słabo wypada ta realizacja minimum wobec planu, jaki był na cały rok. W czym problem? Przesadziłem czy może błędy w realizacji?
Obawiam się, że po trochę jedno i drugie. Plan wyszedł spory, z „ułańską fantazją”. Teraz z perspektywy czasu wiem, że aby go zrealizować, musiałbym pracować na 100% w branży turystycznej, a nie zajmować się tematami z nią związanymi hobbystycznie.
Druga przyczyna słabej realizacji to fakt, że poza zrobieniem planu nie narzuciłem sobie żadnych „punktów kontrolnych”. Robiąc plan trzeba uwzględnić w nim terminy, a potem kontrolować etapy postępu i przygotowania.
Sam plan to tylko odrobinę bardziej sprecyzowane marzenie. Bez dalszych działań z Twojej strony plan marzeniem pozostanie.
Tym razem postanowienia i plany na 2017 zamierzam mieć mniej rozbudowane i zmieścić się maksymalnie w 5-6 punktach.
Do każdego zrobić pisemną rozpiskę z przybliżonym terminem i przynajmniej jednym działaniem z mojej strony, które będę zobowiązany sam przed sobą podjąć aby cele zostały osiągnięte.
Za to postanowieniem noworocznym będzie comiesięczne odpytywanie samego siebie z podjętych działań w celu realizacji planu rocznego.
Ostatni weekend każdego miesiąca będzie ku temu w sam raz.
Co tym razem w planie? Część punktów naturalnie przeniosę z ubiegłego roku, w końcu nie zostały zrealizowane. Część odpadnie z planów przynajmniej na razie. Co nie znaczy, że jeśli nadarzy się okazja, to nie polecę na przykład na Fuerthaventurę. Co to, to nie. Jak będzie okazja, to jej nie przepuszczę, jednak trzeba umieć oddzielać plany od marzeń. Na ten rok Wyspy Kanaryjskie i Fuerthaventura są tylko marzeniem zarówno czasowym jak i finansowym.
Planowany w okresie wakacyjnym duży remont w znacznym stopniu ogranicza moje plany co do podróży i wszelkich zajęć „pozalekcyjnych”, czyli realizowanych po pracy i w czasie ewentualnego urlopu.
Chciałem ponownie pojechać na Targi do Poznania. Ubiegłoroczny pobyt uważam za bardzo ciekawy i wart poświęconego czasu, mimo iż nie przyniósł zbyt wielu wymiernych korzyści.
Jednak tym razem termin wybrany przez organizatorów mocno mi nie pasuje, kolidując z innymi prywatnymi terminami. Z bólem serca, ale będę musiał chyba z listy planów na 2017 Tour Salon wykreślić.
Co chciałbym zostawić?

1) Jako pierwsze Schroniska. Rok temu pisałem o najmniej 10 różnych schronisk górskich PTTK (nie mniej niż 3-4 podczas jednego wyjazdu). Nauczony ubiegłorocznym doświadczeniem, entuzjazmem mojej żony do mieszkania w schronisku i „zapałem” mojego najmłodszego dziecka do chodzenia po górach ilość tę raczej zawęziłbym do 1-3 schronisk na 2017.

2) Wizyta w Toruniu. Jako że jeszcze nie byłem w tym ciekawym mieście Kopernika i pierników, a po ostatnich Targach Turystyki w Poznaniu przedstawiciele Torunia potrafili mocno zachęcić do atrakcji swojego miasta, postanowiłem je w tym roku umieścić na planie swoich podróży. Ma to być rodzinna podróż, więc większość atrakcji pod kątem dzieciaków. Już teraz wiem, że jednym z obowiązkowych punktów będzie Muzeum Piernika. Reszta do zaplanowania bliżej wyjazdu.

3) Plastinarium w Guben (Niemcy). Byłem tam kilka lat temu. Miejsce specyficzne. Mogące zmrozić krew w żyłach, a jednocześnie w jakiś sposób piękne i pociągające. Chciałbym w tym roku jeszcze raz je odwiedzić, z czego nie omieszkam zdać Wam relacji po powrocie.

4) Wizyta w co najmniej jednej z winnic Lubuskiego Szlaku Wina i Miodu (najlepiej z degustacją i noclegiem ;) ). Będzie to wyśmienita okazja do lepszego poznania województwa, jego produktów regionalnych oraz zasmakowania w lokalnym winie.

5) Odwiedziny w Tropical Island pod Berlinem. Dlaczego? Ponieważ w tym roku Fuerthaventura mi się raczej nie szykuje, a chciałbym spędzić jeden dzień pod palmami :D

6) Wizyta w Biosferze w Poczdamie – Tu także zachęca mnie wspomnienie miłego kontaktu podczas Targów w Poznaniu z panem Michałem, pracownikiem Biosfery oraz bajecznie kolorowe prospekty pokazujące roślinność i ptaki żyjące w tym miejscu.

Tym razem mniej egzotycznie z nastawieniem na Polskę i założeniem, że tym razem plan minimum to 3 z wymienionych punktów.
Co wyjdzie zobaczymy. Relację z etapów realizacji postaram się w jakiś sposób pokazywać na stronach bloga, co będzie dla mnie dodatkową motywacją do ich wykonania.
Jest jeszcze plan szkoleniowo-edukacyjny związany z pracą zawodową, a także finansowy, z którym bywa najtrudniej, bo musi sprostać zarówno życiu jak i pozostałym listom celów „podróżniczych” i „szkoleniowo-edukacyjnych”, jednak w przypadku tych list zadań na 2017 nie będę wdawał się w szczegóły.

Naturalnie zniknięcie z planów rocznych miejsc takich jak Japonia czy Rio de Janeiro nie oznacza rezygnacji z nich, a jedynie urealnienie rocznego planu.
Miejsca te nadal są gdzieś w pamięci, za moimi plecami i jeśli tylko nadarzy się okazja, to z radością je odwiedzę i Wam opiszę.

Jednak w tym roku nie planuję marzeń. Marzenia mam, a planuję cele na bieżący rok.
Również Wam życzę owocnego planowania i udanych postanowień na rok 2017 !

Powiązane linki:

Wczasy bez stresu

Wczasy bez stresu czyli podróże, a bezpieczeństwo.

Jeśli spytać ludzi, czy chcieliby podróżować, pewnie 90% powie: tak, oczywiście. Jednak jak te podróże miałyby wyglądać? Pewnie dla każdego inaczej. Dla jednych to wczasy all inclusive w pięciogwiazdkowym hotelu, dla innego trekking po górach Kazachstanu z plecakiem i namiotem.

Jednak, niezależnie od upodobań, ważną częścią podróżowania jest bezpieczeństwo. Szczególnie jeśli podróżujemy z rodziną. Nie mówię tu o zagrożeniach typu bycie oszukanym, czy okradzionym jak w historii z jednego z moich wcześniejszych wpisów o Szanghaju.
W takich przypadkach wystarczy zostawiona w hotelu rezerwowa gotówka czy karta bankomatowa. Jeśli stracimy w wypadku kradzieży dokumenty, też nie jest to wielki problem. Podstawa to zgłoszenie się na miejscową policję, a potem do najbliższej placówki dyplomatycznej (konsulatu).
Są jednak gorsze problemy niż oszustwo czy kradzież. Mam na myśli sytuacje, w których ewidentnie zagrożone może być nasze życie i zdrowie.

Ostatnie lata to przegląd wypadków lotniczych i zamachów. Wybuchy w samolotach, na lotniskach, dworcach i strzelaniny na plaży. Niedawno ISIS groziło chęcią wysadzenia piramid w Egipcie (swoją drogą moim zdaniem byłby to strzał w kolano własnej społeczności, kultury i czort wie czego jeszcze, no ale nie powinno się chyba spodziewać rozsądnych zachowań ze strony ekstremistów religijnych gotowych zabijać i ginąć w imię jakiejś swojej wizji świata).

Gdzie pojechać, aby można było spędzić czas BEZPIECZNIE, poznając nowe miejsca, obyczaje i wypoczywając?
Generalnie nigdzie.
Jakie miejsce da Wam gwarancję bezpieczeństwa?
Żadne.

Zarówno hotele, plaże jak lotniska i linie lotnicze mogą być potencjalnym celem ataku.
Jednak, jeśli miałbym lecieć do Tunezji, wolałbym linie lotnicze Qatar Airlines czy Turkish Airlines wychodząc (być może optymistycznie) z założenia, że islamski ekstremista nie wysadzi się na pokładzie linii będących własnością muzułmańskiego kraju.
Pytanie tylko czy chciałbym obecnie lecieć do Tunezji, Egiptu, czy może raczej wolałbym pobliską Chorwację lub Bułgarię? Co pomoże podjąć mi i Wam decyzję?

100% gwarancji bezpieczeństwa nie da Ci w naszych czasach żaden kraj, jednak warto pomyśleć i poszukać informacji o zagrożeniach, zanim zamówisz lot i hotel. Czasem tańsze wczasy mogą drogo kosztować.
Jak to sprawdzić? Gdzie? Pierwsze kroki skierowałbym na rządową stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Tunezja MSZ

Do niedawna Mekka polskich turystów, dziś kraj odradzany na stronie MSZ

Znajdziesz tam listę krajów, w których pobyt z różnych przyczyn przez MSZ jest uważany za mniej lub bardziej ryzykowny. Wśród nich można znaleźć Tunezję czy Egipt, które do niedawna były filarem oferty wczasów dla turysty z Polski. Co ciekawsze, pomimo odradzania pobytu w tych krajach przez MSZ wciąż można znaleźć w biurach podróży oferty pobytów w tych krajach. Ciekawi mnie tylko czy biuro podróży dokłada gratis kamizelkę z kevlaru w cenie wczasów.
Wyjeżdżając warto pomyśleć też o ubezpieczeniu podróżnym.
Moim zdaniem próba oszczędzenia na takim ubezpieczenia jest nierozsądnym przejawem źle pojętej oszczędności. Dobrze dobrane ubezpieczenie podróżne chroni nie tylko nas podczas wyjazdów, ale też naszych bliskich, którzy pozostali w domu.
W sytuacji, która wymaga transportu chorego z obcego kraju do Polski, poszukiwań czy akcji ratunkowej, a nawet (w przypadku czarnego scenariusza) sprowadzenia ciała do domu, koszta stają się horrendalne i mogą obciążyć rodzinę, która została w kraju w stopniu znacznie przekraczającym jej możliwości finansowe.

Jeśli wybieramy się do krajów o podwyższonym ryzyku (wiele z tych odradzanych przez MSZ), na których terytorium istnieje ryzyko obrażeń czy nawet śmierci wynikające z działań wojennych lub terrorystycznych, warto dokładnie spytać ubezpieczyciela, czy ochrona obejmuje takie sytuacje. W większości standardowych ofert ubezpieczenia zdarzenia wynikające z zagrożeń spowodowanych terroryzmem, wojną, a nawet czymś tak z pozoru niewinnym jak sporty (ekstremalne) wykluczają odpowiedzialność firmy ubezpieczeniowej (!)

W przypadku wyjazdu w miejsca „nie do końca bezpieczne” warto też dodatkowo się asekurować czy to przy pomocy systemu Odyseusz proponowanego przez MSZ, czy bliższe zapoznanie z aktualnymi informacjami przekazywanymi przez konto MSZ @PolakZaGranica na Twitterze.

MSZ_ODYSEUSZ_650x300_02

Jeśli już rzeczywiście ktoś chce zaoszczędzić na ubezpieczeniu, to w przypadku wyjazdów do krajów Unii Europejskiej powinien przynajmniej potraktować jako minimum wyrobienie sobie karty EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Społecznego).

ekuz_awers
Wyrobienie jej jest darmowe i pozwala na korzystanie z publicznej opieki zdrowotnej we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Czas wyrobienia dokumentu to w zależności od urzędu i jego obłożenia wnioskami od jednego dnia do około 3 tygodni. Przed okresem wakacyjnym czas ten bywa odrobinę dłuższy ze względu na ilość wniosków. Pamiętać przy tym należy, że EKUZ uprawnia do bezpłatnej publicznej opieki zdrowotnej w danym kraju. To znaczy, że pewne usługi, badania bezpłatne w Polsce świadczone np. w Grecji czy Francji mogą być płatne, bo publiczna opieka zdrowotna danego kraju ich nie refunduje.
Poniżej link do strony NFZ, gdzie można sprawdzić w jakich miejscach jest możliwość wyrobienia sobie EKUZ w Waszym województwie oraz link do wniosku o kartę.

wniosek wydanie karty EKUZ

Adresy placówek NFZ właściwych dla złożenia wniosku i wydawania Europejskiej Karty Ubezpieczenia Społecznego

Przypominam jednak, że karta EKUZ działa praktycznie tylko na terenie UE i jej zakres jest ograniczony tylko do bezpłatnych świadczeń publicznych w kraju pobytu.

W mojej ocenie dobre ubezpieczenie jest niezastąpione. W Europie EKUZ traktuję jako alternatywny sposób zabezpieczenia i w przypadku wycieczek czy wczasów idealnie się uzupełnia z komercyjną ofertą ubezpieczeniową.
Wkrótce postaram się przedstawić przykład takiej oferty od jednego z ubezpieczycieli, jednak oferty ubezpieczeń proponuje praktycznie każde biuro podróży podczas wykupywania wczasów czy wycieczki. Zazwyczaj oferują przynajmniej jeden lub dwa warianty ubezpieczenia za stosunkowo niewielkie pieniądze.
Pozostaje tylko zdecydować się, na ile wyceniamy swój spokój w podróży, spakować walizki i w drogę :)

Powiązane tematy i strony:

Czy mogę się przespać na Twojej kanapie? – Couchsurfing i nie tylko…

Chyba nie ma takich osób, które nie chciałyby podróżować. Jednak zazwyczaj te chęci muszą się zmierzyć z dwoma przeszkodami, czasem i pieniędzmi. Młodzi podróżnicy, czasu mając pod dostatkiem, cierpią zazwyczaj na brak gotówki. Ci starsi, którzy już zarabiają więcej, zazwyczaj mają problem z wolnym czasem, który poświęcają na zarabianie pieniędzy oraz… z pieniędzmi, które wtedy znikają zazwyczaj na inne, bardziej potrzebne wydatki niż wycieczka.

Jak sobie z tym poradzić? Z pomocą przychodzi nam klątwa i błogosławieństwo naszych czasów, czyli internet. W sieci dostępne są serwisy, które mają pomóc w tanim podróżowaniu. Jednym z takich miejsc jest serwis dla miłośników Coutchsurfingu

coutchsurfing

Początkowo była to prywatna strona Amerykanina, stworzona na potrzeby jego i jego przyjaciół. Miała ona za zadanie pozwolić użytkownikom zaoferować darmowy nocleg oraz znaleźć go w razie potrzeby. Funkcję taką pełni do dziś, tylko zgodnie z informacjami ze strony, ma już około 10 mln użytkowników i grubo ponad 200 tysięcy miast. Idea polega na teoretycznie darmowej wymianie pomiędzy osobami chętnymi udostępnić swój pokój, mieszkanie, dom (zwanymi hostami) i gośćmi szukającymi noclegu w danym miejscu. Napisałem teoretycznie darmowej wymianie, ponieważ goście oferują swoim „hostom” różne talenty. Ci uzdolnieni muzycznie proponują naukę gry na gitarze lub po prostu krótki koncert, uzdolnieni kulinarnie często robią jakąś potrawę (co jest szczególnie ciekawe, gdy gość jest cudzoziemcem i robi jakieś regionalne danie), uczą swojego języka lub najzwyczajniej zabawiają rozmową i opowieściami o sobie i swoim życiu.

Rejestrując się w serwisie, wypełnia się ankietę z informacjami o znajomości języków, dostępności noclegów (czy możemy zaoferować komuś nocleg „kanapę”), posiadaniu w domu zwierząt, a nawet poglądach na życie czy o marzeniach. Całość uzupełnia system komentarzy. Opinii, które wystawiają sobie nawzajem goście i gospodarze, co pozwala lepiej ocenić całkiem obcą osobę przed przyjęciem jej do swojego domu, czy ocenić gospodarza i warunki noclegu, jakie proponuje. Te oceny są bardzo ważną cechą couchsurfingu, ponieważ zwiększają bezpieczeństwo tej formy podróży (noclegu), ostrzegając przed niesympatycznymi gośćmi. Czasem couchsurferzy zamiast noclegu oferują pomoc np. w zwiedzaniu miasta i okolicy oraz znalezieniu dobrego (taniego) hostelu w okolicy.

Taniej chyba być nie może, no chyba że pod namiotem w szczerym polu. Jednak to forma, moim zdaniem, stworzona raczej z myślą o ludziach młodych i/lub samotnych. Większość couchsurferów-hostów oferuje noclegi najczęściej dla 1 max. 2 osób. Zazwyczaj jest to tytułowa kanapa (z angielskiego – couch ) w pokoju hosta.

W przypadku rodziny z dziećmi szansa na znalezienie gospodarza znacznie maleje, a i rodzina szukająca noclegu raczej preferuje bardziej komfortowe warunki niż kanapa w małym pokoiku. Jednak nie twierdzę, że takich couchsurfingowych rodzin nie ma. Pewnie są jacyś współcześni hipisi, którym ta forma podróży pasuje. Ja znam moją żonę i dzieciaki i wiem, że kanapa hosta w naszym przypadku odpada…

Wtedy… wtedy z pomocą przychodzą Airbnb Wimdu generalnie oba działają na podobnej zasadzie. Airbnb powstał w USA, a Wimdu w Niemczech, jednak oba mają zasięg ogólnoświatowy i łączą ze sobą gospodarzy i podróżników praktycznie z każdego kontynentu. Podobnie jak i w przypadku Couchsurfingu musimy przejść proces rejestracji i weryfikacji naszych danych. Tu również funkcjonuje system komentarzy, pozwalających ocenić gospodarzy, oferowane przez nich lokale, ale także i ocenić gości, dzięki czemu gospodarze mogą wstępnie ocenić, czy osoba przybywająca do nich, nie jest kimś „problemowym”. Zasadnicza różnica między tą formą noclegów a Couchsurfingiem polega na tym, że oferowany nocleg jest płatny. Oba serwisy mają sprawnie funkcjonujący system, pozwalający przelać pieniądze za nocleg na konto serwisu, skąd trafiają do wynajmującego dopiero po naszej wizycie. Zazwyczaj noclegi w tej formie są tańsze od hoteli, ale za to bardziej komfortowe niż pobyty w tanich hostelach czy schroniskach. Czasem można trafić na prawdziwe „perełki” w postaci willi wynajmowanej za niewielkie pieniądze przez rodzinę, która w tym czasie wyjeżdża na urlop i nie chce zostawiać pustego domu, a jednocześnie zarabia na gościach.

Chętnych do sprawdzenia tej formy podróży zapraszam do zarejestrowania się tym linkiem partnerskim na stronie Airbnb, dzięki czemu zarówno Ty jak i ja otrzymamy rabat w serwisie. Osoba rejestrująca się linkiem otrzyma 75 zł rabatu przy wynajmie pierwszego noclegu, a ja analogiczną kwotę, którą będę mógł wykorzystać kiedyś na stronie Airbnb.

Serwisy takie jak Couchsurfing, Wimdu czy Airbnb mogą znacznie pomóc w tanim podróżowaniu, a przy okazji poznać nowych ludzi i nowe miejsca. Czasem warto spróbować czegoś innego od 5***** hoteli czy tanich hosteli, znaleźć dla siebie nocleg gdzieś poza klasyczną formą turystyki.