Archiwa tagu: Mao

Z wizytą u Mao Tse-tunga – Changsha cz.1

Changsha – Miasto będące stolicą prowincji Hunan. Ludność od około 2 milionów mieszkańców (samo miasto) do około 6 mln (miasto z okolicznymi przyległościami). Ładna okolica – duża rzeka, górki, jeziora. Posiada międzynarodowe lotnisko, z którego nawet są bezpośrednie połączenia do Europy.

DSCN6058

Latem potrafi tu być paskudnie gorąco. Przestrzegam przed wizytami między kwietniem a czerwcem. Wtedy jest już początek wysokich temperatur, przy jednoczesnej porze deszczowej. Ciężko trafić w tym okresie na bezdeszczowy dzień. Opady w połączeniu z temperaturami skutkują potworną wilgotnością. Choćbyś nie wiem ile razy brał prysznic i zmieniał ubranie, ciągle jest obecne odczucie, że skóra się lepi od wilgoci. Próba wysuszenia prania staje się wyzwaniem… Drugie miejsce na świecie, w jakim byłem po Brazylii, w którym nie widziałem czarnej ziemi tylko rdzawo-czerwoną.

czerwona ziemia prowincji Hunan

czerwona ziemia prowincji Hunan

Białych tu jak na lekarstwo, więc przyzwyczaj się, że będziesz czasem traktowany jak ciekawostka, szczególnie przez dzieci i co odważniejszą młodzież. Miasto znane z tego, że uczył się tu w szkole sam Mao Tse-tung (Mao Zedong). Zresztą nie bez powodów, bo w Changsha jest jeden z najstarszych uniwersytetów w Chinach. Dodatkowo Mr. Mao urodził się nieopodal, bo we wsi położonej około 100 km od Changsha.

Podczas jednego z pobytów miejscowi na weekend postanowili pokazać nam rodzinną wieś przewodniczącego Mao. W końcu sto kilometrów do przejechania to jak na Chiny dystans żaden, żeby nie powiedzieć w zasięgu rzutu miską ryżu. Wioska była niewielka. Zwiedzać można było dom Mao oraz zbudowane za nim wielkie muzeum poświęcone jego życiu i osiągnięciom.

wejście do rodzinnego domu Mao

wejście do rodzinnego domu Mao

Byliśmy tam chyba jedynymi białymi. Kontrola za kasami biletowymi jak na lotnisku, policjant z ręcznym wykrywaczem metalu, a i przy kasie trzeba się było wylegitymować.

Pamiętajcie o zabraniu paszportów na wycieczkę do domu Przewodniczącego!
Sam dom sporych rozmiarów, gospodarstwo składające się z kilku budynków i zabudowań gospodarczych. Z informacji na eksponatach wynika, że rodzina Mao była dość zamożną chłopską rodziną. Ojciec rolnik i hodowca trzody, a matka buddystka. Jakoś ta wiedza, co do pochodzenia Mao, kłóci mi się z obrazem komunisty obrażonego na religię i własność prywatną. No, ale może wynikało to z „buntu nastolatka” i chęci przeciwstawienia się domowym stereotypom, a potem to już Chiny stały się komunistyczne, więc Przewodniczący nie musiał dorastać do innych poglądów, bo zdążył dostosować do swej „młodzieńczej” wizji cały kraj ;)

Zwiedzanie rodzinnego gniazda Mao to około 30-40 minut. Po wyjściu ze zwiedzanego domu trafia się na dość szeroką wiejską ulicę, wzdłuż której jest mrowie sklepików z pamiątkami i małych knajpek.

mao_figury

Chcesz figurkę Mao naturalnych rozmiarów? Nie ma sprawy, tam dostaniesz. Chcesz Mao na medaliku na szyję? Proszę bardzo. Uwaga odradzam robienie sobie zdjęć z wystawionym towarem, ponieważ w przypadku zrobienia sobie zdjęcia z większymi figurami Przewodniczącego, zaradni sklepikarze zaczynają ganiać za tobą i żądać opłaty za fotkę. No chyba, że czujecie potrzebę nabycia takiego zdjęcia to pewnie za odpowiednio wysoką opłatą da się nawet usiąść Przewodniczącemu na kolana ;).

Można oczywiście udawać, że się nie rozumie, o co sklepikarzom chodzi (co pewnie nie będzie trudne, ponieważ marudzą w jedynym znanym sobie języku, czyli po chińsku). Wsiowe knajpki polecam z lekką nutką ostrożności. Można skorzystać, choć odradzam wizyty na zapleczu przed posiłkiem, bo bywają w opłakanym stanie. Jeśli koniecznie chcesz umyć ręce na zapleczu, zrób to po jedzeniu, nie przed, a posiłek będzie Ci lepiej smakować.

Wieprzowina Mao

według słów kelnerki w białej misie ulubione danie Mao, obrzydliwie tłusta wieprzowina…

Potem Muzeum… tu można spędzić sporo czasu. Wielki budynek, dziesiątki sal i salek (w tym multimedialnych), gdzie można obejrzeć filmy o budzeniu się komunizmu w Chinach i jego rozwoju. Do tego mnóstwo najdziwniejszych eksponatów. Chwilami miałem wrażenie, że jestem w jakimś klasztorze i oglądam kolekcję relikwii świętego.

legitymacja

Można tam było znaleźć odręcznie pisane listy Mao Tse Tunga, jego ubrania, torby podróżne, zdjęcia z nim, a nawet takie cuda, jak mocno zużyte przybory do golenia, szczoteczkę do zębów, kalesony, a nawet skarpety. Oczywiście wszystko w podświetlonych, przykrytych szkłem gablotach.

socks

skarpety Przewodniczącego…

pedzle

Walizka ze sprzętem jego osobistego golibrody.

Dom i muzeum Przewodniczącego robią wrażenie, szczególnie gdy się widzi setki Chińczyków, którzy z nabożnym westchnieniem pokazują sobie co chwilę któryś z eksponatów. Jest to tym bardziej ciekawe, że oficjalna „doktryna” od kilku lat pozwala nawet na krytykę Mao Tse Tunga, (pewnych jego koncepcji, działań). Najwyraźniej oficjalny nurt rządowy „dorósł” do przyjęcia i pogodzenia się z błędami w wykonaniu jeszcze do niedawna nieomylnego Mao. Jednak dla typowego Chińczyka nadal jest on czymś pomiędzy ojcem narodu, świętym i naczelnym wodzem.

Zwiedzania na kilka godzin, a obok jest jeszcze równie wielka biblioteka pism związanych z Mao i komunizmem. Tam jednak nie zawitaliśmy z powodu braku czasu i sił u co poniektórych członków wyprawy. Polecam miejsce, szczególnie tym zainteresowanym współczesnymi Chinami i drogą, jaką przeszły w ostatnich kilkudziesięciu latach, aby stać się Chińską Republiką Ludową.

Dla zainteresowanych rodzinną okolicą Przewodniczącego już wkrótce wpis o miejscu, w którym zdobywał wiedzę, nie tylko tą polityczną.