Archiwa tagu: książka

Wiktoria Nester – Sekrety udanej podróży

Wiktoria Nester – Sekrety udanej podróży

Kilka dni temu dostał się w moje ręce e-book o nazwie „Sekrety udanej podróży – poradnik dla turystów”

Jako, że jestem osobą lubiącą wszelkiego rodzaju podróżnicze „tips & tricks”, a spis treści zapowiadał się ciekawie, zabrałem się do lektury. Sam e-book dosyć leciwy, bo z 2009 roku, jednak nie wydawało mi się to problemem, ponieważ pewne porady się nie starzeją, co najwyżej mogą się w czasie zmienić koszta ich zastosowania.

Lektura publikacji okazała się odpowiadać moim oczekiwaniom, aczkolwiek styl pisania pani Nester nie do końca mi odpowiadał.

Jak dla mnie podstawą do czytania tego e-booka i jego użyteczności jest spis treści. Pozwala on szybko poruszać się między interesującymi nas punktami i traktować poradnik jak instrukcję wstępną podczas przygotowań do bliższych czy dalszych podróży. Dla mnie jest on taką właśnie instrukcją – check listą ważnych punktów do odfajkowania przed podróżą. Szczególnie przed rodzinną wyprawą, w czasie przygotowań do której łatwo coś przeoczyć, coś, co potem może nam psuć atmosferę wyjazdu i spędzać spokój z głowy.

Mamy tu punkt po punkcie przygotowane podstawowe informacje o tym, jak się spakować, co zabrać i o czym pamiętać podczas praktycznie większości wyjazdów czy to w góry, nad morze, czy za granicę. Mamy nawet informacje, jak radzić sobie z takimi utrudnieniami w podroży jak choroba lokomocyjna czy lotniczy jet-lag. Mankamentem dla mnie była obecność niektórych niepotrzebnych moim zdaniem punktów, jak np. „savoir-vivre”, ponieważ pewne rzeczy są podstawą, o której w tego typu poradnikach nie powinno się już pisać…

„1. W pierwszej kolejności miejsca powinny zająć osoby niepełnosprawne, starsze i rodziny z małymi dziećmi.

2. Wchodząc do przedziału w pociągu przywitaj się i spytaj o wolne miejsce.

3. Jeśli jedziesz w samochodzie jako pasażer, nie udzielaj rad kierowcy i nie narzekaj na niewygody.

4. Nie pal w środkach transportu, ani w miejscach publicznych. „

Irytował mnie też sam styl pisania, o którym wspomniałem na początku. Czyta się to ciężko, jak jakąś instrukcję na wpół techniczną.

Bardziej jak listę do sprawdzenia niż interesującą, mającą pobudzić wyobraźnię książkę o podróżach. Jednak nie jest to duży mankament dla e-booka, który chyba z założenia miał być właśnie taką swoistą instrukcją pakowania, która sprawi, że o niczym ważnym nie zapomnimy.

Publikacja ta jest check listą, którą warto mieć wydrukowaną i odłożoną w kieszeni torby podróżnej.

Po co? Po to, aby ją wyciągnąć dzień czy dwa przed wyjazdem i sprawdzić swoją gotowość do drogi…

 

Zobacz podobne tematy:

Film książka i lampka wina

 

Film, książka i lampka wina…

Podróż samolotem nadal jest najszybszym środkiem transportu, (no, chyba że mamy do czynienia z jakimś guru, który potrafi się teleportować lub wmówić Wam, że właśnie odbył 5 sekundową podróż astralną), jednak nawet lot samolotem potrafi trwać długo i być nużący.

Jak sobie radzić z kilkunastogodzinną podróżą? Przy długich trasach sprawdza się zestaw filmów dostępnych nawet w klasie ekonomicznej. Wiele z nich to całkiem „świeże bułeczki” kinematografii. Jedyny minus to fakt, że tylko LOT oferuje nam multimedia w języku polskim. Jak na razie, mimo kilkunastu podróży do Chin, ani razu nie trafiłem na LOT. Pewnie dlatego, że bliżej mi do Berlina niż do Warszawy. Pasażerowie nielecący naszymi krajowymi liniami są „skazani” na zestaw filmów w obcym języku. Standardem jest to, że wszystkie linie mają w ofercie napisy w języku angielskim plus kilku innych, co bardziej popularnych. Na szczęście na tyle znam angielski, że mogę większość filmów ogarnąć, niezależnie od linii lotniczych, którymi akurat lecę.

Tym sposobem np. w trakcie ostatniej podróży do Chin wciągnąłem się w serial „Wikingowie” po obejrzeniu prawie całego sezonu. :)

Jednak nie samym kinem człowiek żyje. Dobrym sposobem przetrwania podróży jest także korzystanie z pokładowego menu, a szczególnie z menu drinków. Po 2 lampkach wina czas podróży zaczyna się skracać, a i usnąć łatwiej. Byle nie przesadzić, jak niektóre gwiazdy polskiej polityki, które nawet drinków nie potrafią w samolocie ogarnąć, a próbują rządzić krajem.

No, ale co, jak drink nie uśpił, albo np. bierzemy antybiotyk i alkohol odpada? Stara dobra książka. Generalnie mój podróżny standard na długie przeloty to jedna książka (po połowę na drogę tam i z powrotem) oraz 2-3 filmy. Na 11 godzinny lot to w zupełności wystarcza.

Ostatnio czytałem książkę Timothy Ferrisa „4 godzinny tydzień pracy”. Tytuł znalazłem w internecie, czytając blog Michała Szafrańskiego. Opis książki na tyle mnie zaciekawił, że postanowiłem ją przeczytać. Autor prezentuje ciekawy pomysł czegoś, co można nazwać „sposobem na życie na bogato”. Nie, jak stać się bogatym, tylko jak żyć na bogato i spełniać swoje marzenia, niezależnie czego dotyczą. Książka bardzo ciekawa, motywująca i pobudzająca wyobraźnię. Niestety, pewne pomysły wydają mi się nie do przełożenia na grunt Polski i na nasze realia. Już od pierwszych stron widać, że autor pisze z perspektywy mieszkańca USA, gdzie pewne rzeczy są łatwiejsze, a nawet tylko tam do zrealizowania. Jednak wiele idei z książki warto sobie przyswoić jako sposób myślenia czy patrzenia na pewne sprawy.  Szczególnie ciekawe porady dla osób dużo pracujących przy komputerze […]autentyczne wzory, które można kopiować w celu eliminacji e-maili, negocjacji z szefami i klientami lub zdobycia prywatnego kucharza za mniej niż 8 dolarów za posiłek. Sporo pomysłów na wykonywanie pracy zdalnie, dzięki czemu możesz więcej czasu poświęcać na swoje hobby np. podróże lub dla rodziny.

Ja na drogę kupiłem sobie w Empiku widoczne na zdjęciu poniżej, grube tomisko za 49 złotych w twardej oprawie, ale to dlatego, że chyba jestem już stary i jakoś nie mogę przekonać się do wersji elektronicznej (poza tym akurat tej książki w formie e-booka nie spotkałem jeszcze, można ją znaleźć w sieci tylko jako audiobooka na płycie), a na drogę wolę twardą okładkę, bo po długiej podróży zamiast z książką w miękkiej okładce wracam do domu z postrzępioną szmatką. Moje zamiłowanie do „solidnej książki” niestety nie jest praktyczne w podróży samolotem, ponieważ takie opasłe tomisko w twardej oprawie zajmuje trochę miejsca i sporo waży. 

Dlatego zazwyczaj dużą książkę mam w bagażu podręcznym z którego ją szybko wyjmuję podczas przechodzenia przez ostatni Gate na lotnisku i przenoszę w dłoni. Zawsze to pół kilograma mniej do regulaminowej wagi bagażu podręcznego. To co mam w ręku czy w kieszeni kurtki nie jest liczone do wagi bagażu.

T_Ferris "4 godzinny tydzień pracy"

„4 godzinny tydzień pracy”

Zainteresowanym polecam ofertę książki w wydawnictwie Złote Myśli. No chyba że jesteście z tych nowoczesnych, co to lubią czytać, słuchać na tablecie lub laptopie… osoby nie lubiące targać dodatkowych kilogramów zawsze mogą poszukać czegoś w Audiotece.