Archiwa tagu: China

Four Points hotel

Four Points hotel – recenzja z pobytu

Tym razem miałem okazję odwiedzić hotel Four Points będący częścią sieci hoteli Sheraton.
Wybudowany i oddany do użytku stosunkowo niedawno. W efekcie wciąż tchnie świeżością.
Wysoki budynek, duże przestronne lobby, gdzie zazwyczaj przynajmniej dwóch lub trzech pracowników wita gości i sprawnie ich przyjmuje.
„Check in” in na recepcji hotelu przebiegło szybko i bezproblemowo, mimo iż nocowałem w nim pierwszy raz. Nawet standardowa procedura z kserowaniem paszportów i wpłacaniem depozytu odbyła się bez zarzutu.
Obsługa bez problemów radzi sobie z językiem angielskim.
Na recepcji można też wymienić najpopularniejsze waluty, czyli euro i dolary na chińskie RMB po całkiem przyzwoitym kursie, co osobiście przetestowałem.
Także ta czynność nie wymaga dużo czasu i była przeprowadzona sprawnie.

Dużą niespodzianką było dla mnie to, że w obsłudze w pobliżu lobby spotkałem… Europejczyka. Jak się okazało kobieta pracująca w hotelu z Changchun pochodzi z Rosji, a dokładnie z Syberii.
Dość zabawna, krótka rozmowa z miłą Rosjanką uzmysłowiła mi ponownie, gdzie jestem. Gdy usłyszałem, że pochodzi z Syberii stwierdziłem, iż znalazła sobie pracę bardzo daleko od domu. W odpowiedzi usłyszałem, że do Polski to może i jest daleko z Changchun, ale Syberia jest tu prawie po sąsiedzku.
Szybko przypomniałem sobie, gdzie jestem i jak wygląda mapa polityczna najbliższej okolic… i rzeczywiście. Syberia jest po sąsiedzku z Changchun. Nie mogłem się nie zgodzić, a daleko do domu to miałem ja. :)

Zaraz za lobby część stołówkowo-restauracyjna, w której codziennie rano można zjeść śniadanie korzystając z wystawionych w formie „szwedzkiego stołu” potraw lub zamówić sobie coś na życzenie u kucharzy, choćby omlet czy jajecznicę z wybranych przez siebie składników.
Duża część bufetu z „chińskimi zupkami”, (nie mylić z tymi od Vifona i Amino ;) ), gdzie można wybrać sobie wywar, rodzaj makaronu i dodatki do zupy.

Obsługa kelnerska sprawnie sprząta po gościach, odbierając brudne naczynia na bieżąco. Jedyne, co mnie lekko zirytowało, to nadmierna chęć do pomocy Europejczykom. Przejawiało się to w tym, że jeśli usiadłem przy stoliku, to po chwili wyrastał obok pracownik obsługi, który z życzliwym uśmiechem zabierał zestaw chińskich pałeczek i wymieniał go na łyżkę i widelec. Wiem, czepiam się, chcieli być pomocni.

Zestaw sztućców dla tubylca

Widzieli – siada biały troglodyta do delikatnych ceramicznych pałeczek, to damy mu metalowy widelec i łychę, żeby sobie oka nie wydłubał…

Tylko, że ja całkiem sprawnie radzę sobie już z pałeczkami i nawet lubię ich używać!

I komplet dedykowany dla białego barbarzyńcy… ;)

Obok lobby, w drodze do wind, niewielki pub z mocniejszymi trunkami otwarty także wieczorową porą z możliwością posiedzenia przy barze lub przy stolikach.
Przy barze dodatkową atrakcją dla samotnych biznesmenów w podróży różne gry umysłowo – zręcznościowe wystawione na barze. Można jedną ręką popijać drinka a drugą układać drewnianą łamigłówkę, myśląc nad strategią negocjacji w pracy na kolejny dzień.

Dlaczego mówię o biznesmenach? Ponieważ hotel jest położony w strefie przemysłowej określanej tu jako Hi-Tech Zone.
Ma to swoje minusy, a mianowicie widok z okien jest średnio ciekawy, wokół same fabryki, magazyny i baraki.
Jeśli chciałbyś zobaczyć coś ciekawego czy nawet pójść do innego baru niż hotelowa restauracja, to zostaje skorzystanie z taxi i wycieczka do bardziej cywilizowanej części miasta.

Za oknem Hi-Tech Zone… Brrrr, zimo i nieciekawie

Pokoje na piętrach- dociera się do nich windami. W korytarzu przy windach powitał mnie na bogato złoty kogut. W końcu 2017 w Azji rokiem koguta, więc hotel wykazał się i jest na bieżąco ze zmianami znaków „zodiaku”.

Klucz do pokoju standardowy w formie karty magnetycznej. Podczas mojego krótkiego pobytu w hotelu (trzy doby) ani razu nie miałem problemu z jego użyciem, co w niektórych hotelach dość często się przytrafia. Za to dostrzegłem mały mankament w postaci szczeliny w drzwiach. Jedno ze skrzydeł było krzywo osadzone i przez to od połowy wysokości pojawiała się szczelina, która rosła w kierunku podłogi osiągając rozmiar prawie centymetra.
Pokój duży, czysty sporo miejsca. Łazienka także wyjątkowo obszerna nie tylko z wanną, ale też osobnym prysznicem i oddzieloną toaletą. Pokój wyposażony we wszystko, co tylko może być potrzebne.


Począwszy od kapci, żelazka i deski do prasowania oraz sejfu ukrytych w szafie. W łazience zestaw kosmetyków do kąpieli, akcesoriów kosmetycznych przy zlewie, aż po suszarkę do włosów, wagę i szlafrok.

W pokoju TV, internet, niewielki barek z możliwością zrobienia sobie kawy czy herbaty bez konieczności wędrowania do hotelowej restauracji.
W hotelu dostępne sale konferencyjne jak i obszar rekreacyjno-sportowy z salą gimnastyczną.
Jednak nie mogę wdać się tu w szczegóły, ponieważ podczas mojego niespełna 3- dniowego pobytu nie miałem tam czasu zajrzeć, a co dopiero skorzystać.

Podsumowując, hotel ładny, czysty, a obsługa bardzo miła i sprawna, jednocześnie niezbyt nachalna, co też czasami w Azji się zdarza.
Taka typowa chińska nadgorliwość, nie zdążysz dopić herbaty w filiżance, a już ktoś ci ją posprzątał i musisz zamówić lub zrobić nową, w tym hotelu to się nie przytrafia.
Jedzenie dobre i spory wybór. Co ważne (przynajmniej dla mnie) dobra kawa, a jest to dosyć rzadkie w Chinach nawet w hotelach z tzw. „wyższej półki”.
Jeśli ktoś jest członkiem klubu SPG może dodatkowo zaliczyć kilka punktów na karcie klubowej za pobyt.
Okolica średnia, ale taksówką można w 5-10 minut dojechać w jakieś miejsce, gdzie widać coś więcej niż magazyny i fabryki.
Hotel wysokiej klasy i w 100% spełniający oczekiwania wobec standardu jakiemu ma odpowiadać. W mojej ocenie 5 na 5 pkt. polecam i z chęcią jeśli będę w Changchun ponownie skorzystam z usług hotelu FOUR POINTS.

Powiązane wpisy i linki:

Chińska ulica

Jak wygląda chińska ulica. Chińska ulica jest niezwykła, zazwyczaj pełna pośpiechu i pędzących gdzieś chińczyków w pogoni za pracą, nauką, przyszłością. Praktycznie o każdej porze dnia i nocy ulice są pełne spieszących się gdzieś ludzi. Żywy sznur czarnowłosych twarzy przelewa się między rzekami samochodów, sklepików i ulicznych barów. Wszystko pośród ścian szkła, betonu i kolorowych świateł za kotarą z ulicznego smogu i hałasu.

DSCN8782

Samotny i bez szczęścia słoik nr ?

Oficjalny zakaz żebrania nie przeszkadza chińczykom nie mogącym nadążyć za zmianami żebrać czy spać na ulicy.

DSCN8751

W metropoliach takich jak Szanghaj są wielkie biurowce i salony największych marek. Gucci, Versace.. Nie przeszkadza to jednak w sprzedaży tysięcy podrobionych rzeczy dwie przecznice dalej na ulicznym targowisku.

Jest klient gotów zapłacić tysiące i taki który ma tylko drobne, torebka Gucciego znajdzie się dla obu :)

Gucci

W metropoliach takich jak Szanghaj są wielkie biurowce i salony największych marek.

Chińska ulica jest spokojna i zamyślona. Ludzie powoli kontemplują swoją pracę siedząc na starym odrapanym taborecie w niewielkim ulicznym warsztacie, lub mieszają makaron w jednoosobowej kuchnio-restauracji zbudowanej z dwóch garnków i stołu. Przechodnie zatrzymują się patrząc na starszych mężczyzn grających w GO lub ćwiczących Taiji w parku. W dali słychać flet wygrywający chińską melodię, której dźwięki opowiadają o wspaniałości cesarskiego pałacu.

DSCN8711

Pranie suszy się w jednej z dawnych uliczek Szanghaju

DSCN8707

DSCN8719

Praca i pieniądze są wszędzie. Podobnie jak śmieci na których też można zarobić…

DSCN8736

W jednej ze starszych ulic Szanghaju lokalny rzemieślnik wyplata krzesło.

Chwila, chwila jakiś zgrzyt, niespójność obrazu i dźwięku… Tak to właśnie moje Chiny. Głośnie i ciche, szybkie i ospałe, pełne sprzeczności. Pozwalające odnaleźć się tam maklerowi wielkiego banku w krawacie, rzemieślnikowi naprawiającemu buty na ulicy i artyście robiącemu cukrowe lizaki-obrazy.

Jeśli przyjechałeś tam robić business, podpisywać wielomilionowe kontrakty i otwierać nowe fabryki, tam to zrobisz. Może nawet szybciej i lepiej niż gdziekolwiek na świecie.
Jeśli przyjechałeś poznać starożytną kulturę narodu którego odkrycia wpływały na cały świat, który był wielkim imperium pełnym bogactwa i przepych gdy w Europie żyliśmy w zlepku niewielkich królestw i mikro państw w których końcem i początkiem był zawilgocony zamek lokalnego władcy to też dobrze trafiłeś.
Jeśli nie chcesz się nudzić trafiłeś idealnie, bo Chiny to kraj który jest przeogromny. Nie mam na myśli wielkości zaludnienia, ale powierzchnię i zróżnicowanie kulturowe. Praktycznie każda prowincja Chin mogła by być dużym samodzielnym państwem. Każda jest inna, zróżnicowana pod względem klimatycznym, kulturowym, architektonicznym, językowym. Chiny są tyglem w którym możesz znaleźć całą Azję. Począwszy od Północno zachodnich Chin gdzie możesz spotkać muzułmańskie mniejszości i Azję bardziej kojarzącą się z muzułmańskimi republikami Rosji, czy Afganistanem. Na południowym-zachodzie serce buddyzmu z egzotycznym Tybetem i jego świątyniami. Nastawione na Zachód i pęd ku uprzemysłowieniu i światowemu businessowi wschodnie wybrzeże z Szanghajem, Hongkongiem i Guangzhou, a wszystko spięte jak klamrą przez Pekin (Bejing), który stara się to wszystko ogarnąć (czasem z lepszym lub gorszym efektem) i przekazać wizję dla całego kraju. Kierunek na kolejne 25, 50 może i 100 lat.
Za każdym razem gdy jestem w tym kraju widzę i poznaję coś nowego. Dostrzegam kolejne szczegóły których nie widziałem wcześniej, a wcześniej widziane drobiny chińskiej codzienności sklejają się co jakiś czas w mniejszy lub większy spójny obraz.
Każdemu kto zastanawia się nad odwiedzinami w tym kraju, śmiało mogę powiedzieć nie wahaj się. Przynajmniej raz warto tu być, żeby poczuć siłę i pęd Kraju Środka. Nawet jeśli nie stracisz serca dla tego państwa, narodu to zobaczysz coś co będziesz pamiętać na zawsze i wspominać przez lata.

 

Powiązane tematy:

Longhua Temple – posiłek wśród posągów Buddy

Szanghaj jest miastem wieżowców, pod ziemią skrywającym jedną z największych sieci metra.

To centrum biznesu i spotkań wschodu z zachodem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu był mało liczącą się miejscowością, na której rozwój postawił chiński komunistyczny rząd w ciągu kilku dekad czyniąc z niego metropolię.

Jednak w tej chińskiej oazie biznesu i technologii można odnaleźć jeszcze dawną tradycję i kulturę. Można odnaleźć ją w tradycyjnych restauracjach, chińskich daniach, których historia powstania bywa czasem starsza niż Szanghaj, starych uliczkach, a także w religii.

Wspominałem już o jednej z szanghajskich świątyń Jingan Temple. Tym razem podczas pobytu w Szanghaju trafiłem do innej mniej znanej świątyni, co można było poznać choćby po tym, że było tam mniej odwiedzających białych. W Jingan Temple białych można spotkać sporo, w Longhua Temple już bardzo nie wielu.

Do Longhua Temple trafiłem przypadkiem. Dzień wcześniej starałem się w hotelu dowiedzieć o drogę do Szanghajskiego Muzeum, jednak gdy tam dotarłem, okazało się, że jestem za późno i za kilka minut będzie zamykane.

Pytając w hotelu o drogę do muzeum przy okazji od recepcjonisty dowiedziałem się o drodze do świątyni, której nazwę zapamiętałem z jeszcze wcześniejszej rozmowy z zakładowym kierowcą, który woził mnie do fabryki przez cały tydzień.

Zniechęcony wcześniejszym nieudanym wypadem do muzeum, postanowiłem kolejnego dnia zacząć od Longhua Temple. Jak się okazało, klasyczny strzał w dziesiątkę. Spędziłem w niej kilka godzin, finalnie całkowicie rezygnując z wizyty w muzeum Szanghaju (jednak wciąż mam je w planach na kolejną wizytę :))

pagoda

Pagoda Longhua Temple

Z zewnątrz wyglądało interesująco z daleka (przez widoczną zaraz po wyjściu z metra wielką wieżę pagody świątyni Longhua – niestety nieudostępnioną do zwiedzania ze względów konserwatorskich), z bliska już trochę gorzej, ponieważ podwórko wokół świątyni było w trakcie jakiejś przebudowy poprzecinane jakimiś ściankami, płotami i stertami gruzu i bloczków betonowych… Jak skończą, będzie pięknie, na razie – placu budowy.

Podobnie jak większość innych interesujących turystycznie miejsc w Szanghaju, świątynia jest udostępniona do odwiedzania od rana do godziny 17-tej.

tabliczka

Podobnie jak większość innych interesujących turystycznie miejsc w Szanghaju, świątynia jest udostępniona do odwiedzania od rana do godziny 17-tej. Bilet kosztował mnie jedyne 10 RNB (równowartość około 6 PLN), co było miłą niespodzianką, ponieważ bilet do świątyni Jingan Temple kosztował w tym samym czasie 50 RNB, podobnie jak i do Szanghajskiego Muzeum, (tak, do świątyń w Chinach kupuje się wejściówki, nawet jeśli jest się wyznawcą danej religii. Pisałem już o tym przy okazji innej wizyty. Zasada jest prosta – chcesz wejść, kup bilet).

Jedna ze świątynnych kadzielnic

Jedna ze świątynnych kadzielnic

Kupno biletu upoważnia nas do pobrania paczuszki kadzidełek, które można odpalić w świątyni lub… zabrać ze sobą. W niewielkim sklepiku, zaraz za bramą wejściową, jest też możliwość dokupienia większej ilości kadzidełek, w różnych rozmiarach. To tak na wypadek, gdyby komuś darmowy zestaw wydawał się zbyt małą ofiarą dla świątynnych bóstw.

general

Choć w niektórych budynkach posągi mają groźne miny…

dziecko

…to świątynnych progów nie obawiają się nawet dzieci :)

Jak już wspominałem, historia budynku sięga III wieku. Zabudowania świątynne w przeszłości były wielokrotnie niszczone i większość z istniejących dzisiaj pochodzi z czasów cesarza Guangxu z dynastii Qing, czyli z czasów zbliżonych do epoki Mieszka I i chrztu Polski. Najstarszym elementem zabudowań jest witająca gości wieża pagody, ale też jest chyba jedynym niedostępnym do zwiedzania. Natomiast już za murami mamy kilka budynków – każdy poświęcony odmiennemu bóstwu czy też jakiejś inkarnacji Buddy. Czasem można spotkać mnichów przemykających w ciszy między zabudowaniami lub piszących coś na skrawkach papieru (modlitwy, dobre życzenia?). Na większości ołtarzy kwiaty i ofiary z jedzenia.

mniszka

Odwiedzający modlą się, przechodząc z jednego pawilonu do drugiego. Zazwyczaj każdy ma jakiś „ulubiony”, w którym zatrzymuje się na dłużej, aby podziękować za coś lub o coś poprosić.

Na terenie zabudowań świątynnych jest też sklepik z pamiątkami i… świątynna stołówka, w której strudzony pielgrzym może zjeść posiłek i pokrzepić się herbatą, a następnie ruszyć ze świątynnego zacisza w głąb dżungli 25- milionowego miasta wieżowców, jakim jest Szanghaj.

Powiązane wpisy:

Randka w Szanghajskim parku – opis wcześniejszego dnia pobytu w mieście.

Kraina smogu i herbaty – Szanghaj – relacja z jednej z wcześniejszych wizyt w Szanghaju

 

Randka w Szanghajskim parku

Pisałem już o chińskich parkach… I muszę powiedzieć, że są one miejscem, do którego lubię wracać. Dlaczego? Ponieważ ciągle coś się w nich dzieje, są bardzo ładne, a do tego są jedną z nielicznych darmowych atrakcji (co jest dość istotnym czynnikiem przy ograniczonym budżecie, szczególnie w mieście takim jak Szanghaj).
Tym razem zawędrowałem ponownie do Zhongshan Park.
Dotarcie do parku nie jest łatwe, ponieważ wiąże się z przejściem przez chińskie ruchliwe ulice, gdzie zielone nie zawsze znaczy zielone. Choć po przeciwnej stronie drogi kolor świateł wskazuje drogę wolną dla pieszych, nie zawsze samochody to uwzględniają, a już rzadko kiedy motocykliści i rowerzyści. Generalnie na chińskim przejściu dla pieszych trzeba być czujnym i mieć oczy dookoła głowy. Już przed wejściem do parku zaczyna się gwar i ruch. W weekendy jest w nich naprawdę tłoczno, ale i ciekawie.

Ludzie tańczą, ćwiczą przeróżne sporty, bawią się latawcami i zwyczajnie spacerują.

Tym razem nawiązałem bliższy kontakt z jedną z grup ćwiczących Taiji (Tai Chi). Spotykają się oni regularnie w tym samym miejscu w każdy weekend. Grupa dość liczna – czasem dochodzi do ponad 30 osób na zajęciach. Ćwiczą pod okiem profesora Sun od wczesnych godzin porannych do popołudnia styl „Chen Shi Taiji”. Profesor (tak o nim mówią) Sun pochodzi z prowincji Henan na południu Chin (znanej większości miłośników filmów Kung-fu, ponieważ to w tej prowincji jest słynny klasztor Shaolin).

Trening Taiji pod czujnym okiem profesora Sun.

Trening Taiji pod czujnym okiem profesora Sun.

Do zajęć może się dołączyć każdy i są one bezpłatne, jeśli dołączamy sporadycznie. Jednak, jeśli chcemy być członkiem grupy i ćwiczyć pod okiem profesora regularnie, wtedy należy uiścić opłatę za 3 lub 6 miesięcy nauki.
Przedział wiekowy jest bardzo szeroki, podobnie jak i wykształcenie ćwiczących osób.
Poniżej link do strony profesora Sun.

www.sunxichao.cn

W ubiegłym roku byłem świadkiem, jak do tego team dołączył Europejczyk (z pochodzenia Niemiec). Wtedy rozpoczął pierwszy trening w zwykłych spodniach i bluzie. Tym razem po niespełna roku już miał tradycyjny strój do Taiji i… pomagał w nauce innym młodszym uczniom z pochodzenia Chińczykom. Ciekawie to wyglądało, gdy biały pouczał Chińczyka jak ćwiczyć Taiji :)

Oczywiście nie są jedyną grupą ćwiczącą w tym parku wschodnie „sporty”. Przykładem może być częściowo rodzinny team z filmu poniżej, gdzie mama-trenerka uczy córkę, a inne dzieci dołączają do zespołu.

Gdy znudził mi się już  Zhongshan Park, postanowiłem pojechać do Szanghajskiego Muzeum (starczy darmowych atrakcji, czas zapłacić za bilet). Muzeum jest niedaleko People Square. Po wyjściu z metra na stacji People Square trzeba przejść kawałek do muzeum. Po drodze mijałem kolejną oazę zieleni. Gdy przechadzałem się koło parku na People Square, zaintrygował mnie duży kotłujący się tłum ludzi przy wejściu.

Tłum ludzi przy wejściu do parku

Tłum ludzi przy wejściu do parku

Zainteresowany podszedłem z aparatem, a tam rodzynek w postaci „biura matrymonialnego pod chmurką”.

Sigielki i single do wzięcia

Sigielki i single do wzięcia

Dziesiątki rodziców i dziadków stało wokół alejek z ogłoszeniami, zaś setki innych Chińczyków wędrowało między nimi, czytając w tych anonsach jak w menu. Co zaś było w ogłoszeniach? Wiek, wzrost, waga, ukończone szkoły i wykonywany zawód dzieci lub wnuków. Rodzice stali godzinami z ogłoszeniami, organizując dla swych samotnych, zapracowanych dzieci randki „nie do końca w ciemno”.

Jak widać w chińskich parkach można zadbać zarówno o kondycję ciała jak i „serca”.

Gdy dotarłem do Szanghajskiego Muzeum okazało się, że jestem kilkanaście minut przed zamknięciem i kupno biletu nie miało już większego sensu (czynne do 17-tej), więc pozostało mi przełożyć tą wizytę na inny termin.
W efekcie dzień później trafiłem na kilka godzin do chińskiej świątyni – przepięknego miejsca, któremu już wkrótce poświęcę oddzielny wpis. Już teraz serdecznie zapraszam do obejrzenia tej budowli wraz ze mną :)