Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

Karkonoskie Tajemnice

Karkonoskie Tajemnice – czyli opowieści o Duchu Gór

Pewnie wielu z Was było na Śnieżce. Jeszcze więcej w Szklarskiej Porębie czy Karpaczu. Jednak czy znacie wszystkie legendy tych gór?

Jeśli nie, polecam odwiedziny w niepowtarzalnym centrum wiedzy o tym regionie, jakim są Karkonoskie Tajemnice. Znajduje się on na końcu niewielkiego deptaku w Karpaczu. W miejscu w którym się kończy część ulicy wyłączona z ruchu samochodowego. Blisko skrzyżowania dróg prowadzących w górę do świątyni Wang. Prawdziwy dom tajemnic na rozdrożu…

Muzeum czynne codziennie od 10-18, jednak szczególnie w weekendy, warto zadzwonić i spytać o godziny dla gości indywidualnych. Grupy zorganizowane potrafią zapchać „przepustowość” Karkonoskich Tajemnic.

Poznacie tam wiele opowieści o Duchu Gór. Historii bardziej i mniej znanych. Jest to specyficzne muzeum, ponieważ wewnątrz kryją się regionalne legendy podane w formie, której by się nie powstydzili wykonawcy scenografii do filmów fantasy.

Już przed wejściem wita nas tajemnicza zwierzęco – ludzka postać Ducha Gór.

dgor

 

W środku poszczególne legendy i lokalne opowieści przeplatają się z tajemniczymi znaleziskami z Karkonoszy. Magiczne miejsce otacza zwiedzających półmrokiem, dźwiękami i niesamowitą paletą tajemniczych świateł i kolorów.

DSCN9950

Zwiedzający mogą oglądać i słuchać legend w małych grupkach przed witrynami z ruchomymi postaciami, które są bohaterami opowieści. Ci, którzy preferują bardziej intymny kontakt z Duchem Gór, mogą zadzwonić do niego z jednego z kilku bajkowych telefonów i wysłuchać opowieści.

DSCN9954

Dla maniaków komputerów i gier także się coś znajdzie – możliwość stworzenia własnej hybrydy ducha gór na dotykowych ekranach i wysłania go e-mailem czy gra pozwalająca odkryć kamień filozoficzny.

DSCN9931

Kostur Ducha Gór, według opisu replika kostura rzeczywiście odnalezionego w regionie Karkonoszy.

Jest to najciekawsze muzeum w jakim byłem od lat o niepowtarzalnym klimacie. Kraina legend i magii w sercu Karkonoszy. Polecam każdemu, kto będzie w Karpaczu.

 

DSCN9973

Poza legendami i magicznymi postaciami można też znaleźć „steampunkowe” klimaty jak tajemnicza machina.

DSCN9962

W przypadku osób z małymi dziećmi sugeruję spokojne zastanowienie się, czy Wasz maluch nie jest zbyt wrażliwy na półmrok, tajemnicze dźwięki i dziwne magiczne postacie, które są częścią składową tej wystawy.

Moim zdaniem wrażliwe dziecko o nazbyt bujnej wyobraźni może nie przebrnąć przez zwiedzanie Karkonoskich Tajemnic i chcieć wycofać się w trakcie, dlatego wato uprzedzić malucha czego może się spodziewać wewnątrz budynku.

Czas jaki należy zaplanować na zwiedzanie to około 40-50 minut. Jednak można być pewnym, że to nie będzie zmarnowany czas :) .

Powiązane wpisy i linki:

 

Huta delikatna jak ze szkła

Co łączy ‪lubuskie‬ winnice i hutę na dolnym śląsku? Piękne imię – Julia. W lubuskim jest Winnica Julia w Piechowicach położonych między turystycznymi miejscowościami Karpaczem i Szklarską Porębą jest Huta Szkła Kryształowego JULIA

Oba miejsca atrakcyjne dla gości, każde na swój sposób, poza romantycznym imieniem może je też połączyć wino w szklanej karafce… Wina z województwa lubuskiego zasługują na najlepsze karafki z Huty Julia. Może kiedyś ten mariaż się uda.winny_dzban

Tymczasem mieszkańcy lubuskiego w trakcie pobytu w Karkonoszach mogą odwiedzić Hutę Szkła Julia. Jest ona w pobliżu Szklarskiej Poręby. Zwiedzanie huty można np. połączyć ze wspinaczką na Zamek Chojnik. Potraktować jako bardziej luźny i nie wymagający wysiłku punkt wycieczki po zejściu z Chojnika.

Huta jest udostępniona dla odwiedzających. Praktycznie co godzinę rusza grupa zwiedzających pod opieką przewodnika.

Ciekawe informacje przewodnika o używanych narzędziach i ich pochodzeniu.

Start zwiedzania już na dworze.

Start zwiedzania już na dworze.

DSCN9487

Ciekawe informacje przewodnika o używanych narzędziach i ich pochodzeniu.

Zwiedzanie zaczyna się już na podwórku przed wejściem na tereny produkcyjne huty.

Wewnątrz budynku nie znajdziemy muzeum. To prawdziwa czynna huta w której wraz z przewodnikiem odwiedzający mają okazję poznać cały proces produkcyjny. Od składników z których jest wytapiane szkło, przez płynną surówkę świecącą na żółto-pomarańczowo niczym roztopiona lawa, aż do polerowania, szlifowania i ozdabiania naczyń kończąc w dziale kontroli jakości.

DSCN9500

Patrząc na pracą hutników szkła miałem wrażenie że jest to bardzo specyficzna dziedzina łącząca w sobie rzemiosło wymagające precyzji i doświadczenia, sztukę zdobienia szkła będącą swego rodzaju kreacją artystyczną i ciężkie hutnictwo z jego wszelkimi wadami, jak praca przy wysokich temperaturach (surówka szklana w piecach ma temperaturę około 1200 ‚C!) i związane z nią zagrożenia.

DSCN9495

Praca w której nie da się zmarznąć…

DSCN9509

Szlifowanie i polerowanie to część procesu.

Pani Ania, przewodniczka z którą zwiedzaliśmy teren zakładu, opowiadała nam ciekawie i w zrozumiały sposób o całym procesie produkcji wyrobów w hucie Julia. Do tego była prawdziwym hutniczym iluzjonistą który potrafił wydobywać z znienacka mikrofony ukryte w przeróżnych miejscach i urządzeniach na terenie huty. Mikrofony które w niektórych miejscach były niezbędne z powodu chwilami dość głośnego hałasu.

Czas zwiedzania to około 40-50 minut. Na koniec można kupić sobie w sklepie zakładowym pamiątkę na drogę do domu. Delikatny i kruchy, szklany drobiazg.

Ewolucja naczynia od prostego kształtu do kolorowego szklanego, kryształu.

Ewolucja naczynia od prostego kształtu do kolorowego szklanego, kryształu.

Warto też przed wizytą w „JULII” sprawdzić aktualności na stronie huty, ponieważ czasami organizują różnego rodzaju ciekawe warsztaty dla dzieci. Ewentualnie warsztaty są także możliwe do wcześniejszego zamówienia w przypadku większych grup zorganizowanych.

Polecam zarówno dla dorosłych jak i dzieci, jednak w przypadku maluchów do 5-6 lat atrakcja może wzbudzić średnie zainteresowanie.

Powiązane linki i wpisy:

Lubuski Kingsajz czyli Park Krasnala…

Nadeszły wakacje i czas urlopów. Moja żona, choć chętna na wyjazdy za granicę, równocześnie jest osobą pełną obaw, o czym już wspominałem jeszcze we wpisie o moich planach spędzenia weekendu w schronisku górskim.

Na nasze nieszczęście ostatnie miesiące zaowocowały nadmierną aktywnością świrów z bombami i karabinami, czy to we Francji, Turcji, czy Belgii. W efekcie końcowym małżonka, choć ma straszliwe parcie na wczasy w Grecji, była zdecydowana odpuścić sobie wszelkie wyjazdy zagraniczne. Profilaktyka i bezpieczeństwo przede wszystkim ;)

Postawiliśmy na Polskę. Po chwili zastanowienia padło na góry. Do Tatr daleko, a jedno z naszych dzieci nie należy do zbyt mocnych piechurów, więc wysokie góry sobie także odpuściliśmy. Padło na Karkonosze.

Po około 6 h byliśmy na miejscu. Może to się komuś wydawać długo jak na podróż z Gorzowa, ale po drodze mieliśmy przystanek na cmentarzu i… w Parku Krasnala. O cmentarzu nie będę się rozpisywał, ponieważ nie są to Powązki i nie miało to związku ze zwiedzaniem, a tylko z odwiedzaniem grobów rodziny.

A co z tym Parkiem Krasnala? Jakby to powiedzieć… Park Krasnala jest świetną inicjatywą chyba połączonych sił miasta, lokalnych sponsorów i… klubu żużlowego Falubaz Zielona Góra.

falubaz

Myszka Falubazu wita wesoło ze ściany budynku nieopodal wejścia.

Jest to chyba największy plac zabaw w województwie lubuskim. W dodatku całkowicie darmowy. Bezpłatny parking, bezpłatne wejście i korzystanie z wszelkich atrakcji. Jest tam mnóstwo zjeżdżalni, huśtawek i różnych bajkowych i zwierzęcych figur.

kingsajz

Kingsajz, czyli największe krasnale jakie widziałem :)

plac

Nie każdy o tym wie, ale jeszcze kilka lat temu Nowa Sól i okoliczne miejscowości były zagłębiem producentów ogrodowych figur z zamiłowaniem kupowanych przez sąsiadów zza Odry. Stąd też i w Parku Krasnala można zrobić sobie fotkę z największym krasnalem w Polsce jeśli nie na świecie, a także uwiecznić się z wieeelką myszką… Falubazu stojącą przy wejściu (będę mógł szantażować fotką dzieciaki jak urosną ;) ).

Poza placami zabaw jest tam też małe zoo, w którym dzieci mogą pooglądać i pokarmić zwierzęta.

DSCN9458

Mini zoo

Są też punkty, w których, jeśli przywieziemy z sobą węgiel i odrobinę mięsiwa, można zrobić sobie grilla. Zaś dla tych bardziej leniwych (lub na wypadek popsucia się pogody) przy wejściu do parku jest budynek mieszczący niewielki punkt gastronomiczny i salę zabaw dla dzieci. Od niedawna jest także „Koci Stawek”, małe mini kąpielisko, które oferuje także możliwość np. popływania łódką czy okazję w słoneczny dzień do zwykłego klasycznego „plażingu” na piaszczystym brzegu.

Park jest odwiedzany nie tylko przez mieszkańców Nowej Soli, ale i innych okolicznych miasteczek. Ja kolejny raz potraktowałem go jako przystanek umilający dzieciom podróż z północnej części kraju na południe.

Miejsce to może być świetnym przystankiem w drodze np. z Szczecina lub Gorzowa do Afrykarium we Wrocławiu czy, jak było w moim przypadku, w Karkonosze.

Powiązane linki i wpisy:

Czerwone tenisówki

Tenisówki „czerwonego kapturka” jadą na wakacje czyli ile może wytrzymać tani but?

W ramach przygotowań do urlopu Szanowna Małżonka odkryła w naszej rodzinie braki odzieżowe. Szczególnie obuwnicze u córki. W efekcie końcowym spędziliśmy w sumie sześć godzin w sobotę i niedzielę, uprawiając turystykę zakupową. Sześć godzin dla faceta spędzonych w sklepach obuwniczych to piekło, prawdziwa „hard  road to hell.

Efekt finalny: jedne sandałki oddane do reklamacji, (jak dla mnie nawet bucik dla 5- letniej dziewczynki powinien wytrzymać dłużej niż dwa miesiące, a tak nie było w tym przypadku, na szczęście odnalazłem paragon), oraz zakupione: różowo-złote klapki na basen,  sandałki Lasockiego, różowe tenisówki z Zosią i…

…i widoczne na głównym zdjęciu tenisówki dla taty w kolorze  odbiegającym od reszty zakupów.

Całość zmieściła się w 100 zł, w tym moje tenisówki czerwonego kapturka rozmiar 44, w najniższej chyba w Gorzowie promocyjnej cenie 34 zł. Mogę śmiało powiedzieć, że małżonka jest mistrzynią w kupowaniu butów, choć swoje wynalazłem sam, nudząc się w sklepie. Po dwóch dniach i kilku godzinach „zwiedzania sklepów” trzy z czterech par butów kupiliśmy w CCC (tam przy okazji też złożyliśmy wspomnianą reklamację).

Obuwniczo jesteśmy gotowi na urlop. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ceny od 70 PLN w górę za tenisówki czy trampki to jakaś paranoja. Ten typ obuwia w moim dzieciństwie to był najtańszy but na wakacje, który nawet jak utknął w błocie, to nie było go szkoda. Teraz ceny „buta z gumy i szmatki” odlanego z formy zaczynają się od 70 zł. Jak dla mnie przesada. Chyba się stary robię…

Relację z użytkowania „tenisówek czerwonego kapturka” na stopie rozmiaru 44, bardziej pasującej do złego wilka, zdam szczegółowo po powrocie, a może częściowo też w czasie urlopu.

Udanych wakacji i zapraszam na wycieczki „czerwonych tenisówek” na Instagramie.