Miesięczne archiwum: Kwiecień 2016

Longhua Temple – posiłek wśród posągów Buddy

Szanghaj jest miastem wieżowców, pod ziemią skrywającym jedną z największych sieci metra.

To centrum biznesu i spotkań wschodu z zachodem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu był mało liczącą się miejscowością, na której rozwój postawił chiński komunistyczny rząd w ciągu kilku dekad czyniąc z niego metropolię.

Jednak w tej chińskiej oazie biznesu i technologii można odnaleźć jeszcze dawną tradycję i kulturę. Można odnaleźć ją w tradycyjnych restauracjach, chińskich daniach, których historia powstania bywa czasem starsza niż Szanghaj, starych uliczkach, a także w religii.

Wspominałem już o jednej z szanghajskich świątyń Jingan Temple. Tym razem podczas pobytu w Szanghaju trafiłem do innej mniej znanej świątyni, co można było poznać choćby po tym, że było tam mniej odwiedzających białych. W Jingan Temple białych można spotkać sporo, w Longhua Temple już bardzo nie wielu.

Do Longhua Temple trafiłem przypadkiem. Dzień wcześniej starałem się w hotelu dowiedzieć o drogę do Szanghajskiego Muzeum, jednak gdy tam dotarłem, okazało się, że jestem za późno i za kilka minut będzie zamykane.

Pytając w hotelu o drogę do muzeum przy okazji od recepcjonisty dowiedziałem się o drodze do świątyni, której nazwę zapamiętałem z jeszcze wcześniejszej rozmowy z zakładowym kierowcą, który woził mnie do fabryki przez cały tydzień.

Zniechęcony wcześniejszym nieudanym wypadem do muzeum, postanowiłem kolejnego dnia zacząć od Longhua Temple. Jak się okazało, klasyczny strzał w dziesiątkę. Spędziłem w niej kilka godzin, finalnie całkowicie rezygnując z wizyty w muzeum Szanghaju (jednak wciąż mam je w planach na kolejną wizytę :))

pagoda

Pagoda Longhua Temple

Z zewnątrz wyglądało interesująco z daleka (przez widoczną zaraz po wyjściu z metra wielką wieżę pagody świątyni Longhua – niestety nieudostępnioną do zwiedzania ze względów konserwatorskich), z bliska już trochę gorzej, ponieważ podwórko wokół świątyni było w trakcie jakiejś przebudowy poprzecinane jakimiś ściankami, płotami i stertami gruzu i bloczków betonowych… Jak skończą, będzie pięknie, na razie – placu budowy.

Podobnie jak większość innych interesujących turystycznie miejsc w Szanghaju, świątynia jest udostępniona do odwiedzania od rana do godziny 17-tej.

tabliczka

Podobnie jak większość innych interesujących turystycznie miejsc w Szanghaju, świątynia jest udostępniona do odwiedzania od rana do godziny 17-tej. Bilet kosztował mnie jedyne 10 RNB (równowartość około 6 PLN), co było miłą niespodzianką, ponieważ bilet do świątyni Jingan Temple kosztował w tym samym czasie 50 RNB, podobnie jak i do Szanghajskiego Muzeum, (tak, do świątyń w Chinach kupuje się wejściówki, nawet jeśli jest się wyznawcą danej religii. Pisałem już o tym przy okazji innej wizyty. Zasada jest prosta – chcesz wejść, kup bilet).

Jedna ze świątynnych kadzielnic

Jedna ze świątynnych kadzielnic

Kupno biletu upoważnia nas do pobrania paczuszki kadzidełek, które można odpalić w świątyni lub… zabrać ze sobą. W niewielkim sklepiku, zaraz za bramą wejściową, jest też możliwość dokupienia większej ilości kadzidełek, w różnych rozmiarach. To tak na wypadek, gdyby komuś darmowy zestaw wydawał się zbyt małą ofiarą dla świątynnych bóstw.

general

Choć w niektórych budynkach posągi mają groźne miny…

dziecko

…to świątynnych progów nie obawiają się nawet dzieci :)

Jak już wspominałem, historia budynku sięga III wieku. Zabudowania świątynne w przeszłości były wielokrotnie niszczone i większość z istniejących dzisiaj pochodzi z czasów cesarza Guangxu z dynastii Qing, czyli z czasów zbliżonych do epoki Mieszka I i chrztu Polski. Najstarszym elementem zabudowań jest witająca gości wieża pagody, ale też jest chyba jedynym niedostępnym do zwiedzania. Natomiast już za murami mamy kilka budynków – każdy poświęcony odmiennemu bóstwu czy też jakiejś inkarnacji Buddy. Czasem można spotkać mnichów przemykających w ciszy między zabudowaniami lub piszących coś na skrawkach papieru (modlitwy, dobre życzenia?). Na większości ołtarzy kwiaty i ofiary z jedzenia.

mniszka

Odwiedzający modlą się, przechodząc z jednego pawilonu do drugiego. Zazwyczaj każdy ma jakiś „ulubiony”, w którym zatrzymuje się na dłużej, aby podziękować za coś lub o coś poprosić.

Na terenie zabudowań świątynnych jest też sklepik z pamiątkami i… świątynna stołówka, w której strudzony pielgrzym może zjeść posiłek i pokrzepić się herbatą, a następnie ruszyć ze świątynnego zacisza w głąb dżungli 25- milionowego miasta wieżowców, jakim jest Szanghaj.

Powiązane wpisy:

Randka w Szanghajskim parku – opis wcześniejszego dnia pobytu w mieście.

Kraina smogu i herbaty – Szanghaj – relacja z jednej z wcześniejszych wizyt w Szanghaju

 

Randka w Szanghajskim parku

Pisałem już o chińskich parkach… I muszę powiedzieć, że są one miejscem, do którego lubię wracać. Dlaczego? Ponieważ ciągle coś się w nich dzieje, są bardzo ładne, a do tego są jedną z nielicznych darmowych atrakcji (co jest dość istotnym czynnikiem przy ograniczonym budżecie, szczególnie w mieście takim jak Szanghaj).
Tym razem zawędrowałem ponownie do Zhongshan Park.
Dotarcie do parku nie jest łatwe, ponieważ wiąże się z przejściem przez chińskie ruchliwe ulice, gdzie zielone nie zawsze znaczy zielone. Choć po przeciwnej stronie drogi kolor świateł wskazuje drogę wolną dla pieszych, nie zawsze samochody to uwzględniają, a już rzadko kiedy motocykliści i rowerzyści. Generalnie na chińskim przejściu dla pieszych trzeba być czujnym i mieć oczy dookoła głowy. Już przed wejściem do parku zaczyna się gwar i ruch. W weekendy jest w nich naprawdę tłoczno, ale i ciekawie.

Ludzie tańczą, ćwiczą przeróżne sporty, bawią się latawcami i zwyczajnie spacerują.

Tym razem nawiązałem bliższy kontakt z jedną z grup ćwiczących Taiji (Tai Chi). Spotykają się oni regularnie w tym samym miejscu w każdy weekend. Grupa dość liczna – czasem dochodzi do ponad 30 osób na zajęciach. Ćwiczą pod okiem profesora Sun od wczesnych godzin porannych do popołudnia styl „Chen Shi Taiji”. Profesor (tak o nim mówią) Sun pochodzi z prowincji Henan na południu Chin (znanej większości miłośników filmów Kung-fu, ponieważ to w tej prowincji jest słynny klasztor Shaolin).

Trening Taiji pod czujnym okiem profesora Sun.

Trening Taiji pod czujnym okiem profesora Sun.

Do zajęć może się dołączyć każdy i są one bezpłatne, jeśli dołączamy sporadycznie. Jednak, jeśli chcemy być członkiem grupy i ćwiczyć pod okiem profesora regularnie, wtedy należy uiścić opłatę za 3 lub 6 miesięcy nauki.
Przedział wiekowy jest bardzo szeroki, podobnie jak i wykształcenie ćwiczących osób.
Poniżej link do strony profesora Sun.

www.sunxichao.cn

W ubiegłym roku byłem świadkiem, jak do tego team dołączył Europejczyk (z pochodzenia Niemiec). Wtedy rozpoczął pierwszy trening w zwykłych spodniach i bluzie. Tym razem po niespełna roku już miał tradycyjny strój do Taiji i… pomagał w nauce innym młodszym uczniom z pochodzenia Chińczykom. Ciekawie to wyglądało, gdy biały pouczał Chińczyka jak ćwiczyć Taiji :)

Oczywiście nie są jedyną grupą ćwiczącą w tym parku wschodnie „sporty”. Przykładem może być częściowo rodzinny team z filmu poniżej, gdzie mama-trenerka uczy córkę, a inne dzieci dołączają do zespołu.

Gdy znudził mi się już  Zhongshan Park, postanowiłem pojechać do Szanghajskiego Muzeum (starczy darmowych atrakcji, czas zapłacić za bilet). Muzeum jest niedaleko People Square. Po wyjściu z metra na stacji People Square trzeba przejść kawałek do muzeum. Po drodze mijałem kolejną oazę zieleni. Gdy przechadzałem się koło parku na People Square, zaintrygował mnie duży kotłujący się tłum ludzi przy wejściu.

Tłum ludzi przy wejściu do parku

Tłum ludzi przy wejściu do parku

Zainteresowany podszedłem z aparatem, a tam rodzynek w postaci „biura matrymonialnego pod chmurką”.

Sigielki i single do wzięcia

Sigielki i single do wzięcia

Dziesiątki rodziców i dziadków stało wokół alejek z ogłoszeniami, zaś setki innych Chińczyków wędrowało między nimi, czytając w tych anonsach jak w menu. Co zaś było w ogłoszeniach? Wiek, wzrost, waga, ukończone szkoły i wykonywany zawód dzieci lub wnuków. Rodzice stali godzinami z ogłoszeniami, organizując dla swych samotnych, zapracowanych dzieci randki „nie do końca w ciemno”.

Jak widać w chińskich parkach można zadbać zarówno o kondycję ciała jak i „serca”.

Gdy dotarłem do Szanghajskiego Muzeum okazało się, że jestem kilkanaście minut przed zamknięciem i kupno biletu nie miało już większego sensu (czynne do 17-tej), więc pozostało mi przełożyć tą wizytę na inny termin.
W efekcie dzień później trafiłem na kilka godzin do chińskiej świątyni – przepięknego miejsca, któremu już wkrótce poświęcę oddzielny wpis. Już teraz serdecznie zapraszam do obejrzenia tej budowli wraz ze mną :)