Miesięczne archiwum: Luty 2016

Hotel Novotel – Poznań

W hotelu Novotel miałem okazję gościć pierwszy i jedyny raz podczas jednodniowego pobytu w lutym 2016.

Był to też mój pierwszy kontakt z siecią hoteli Accor w Polsce. Wcześniej nocowałem w jednym z hoteli tej sieci w Holandii.

Novotel w Poznaniu jest położony w dogodnym miejscu dla osób wybierających się na Targi Poznańskie (bliskość hali targowej MTP – pieszo ok. 10 min do wschodniego skrzydła) oraz dla tych, którzy do Poznania zdecydowali się przyjechać pociągiem (podobna odległość jak do hali targowej). Dla osób podróżujących samolotem z lotniska Poznań – Ławica dojazd do hotelu jest możliwy autobusem, który ma przystanek przy dworcu PKP lub taksówką. Taksówka z hotelu na lotnisko jedzie około 20 minut.

Gorzej w przypadku podróżujących autem. W pobliżu nie ma za wielu możliwości darmowego parkingu, a hotelowy jest płatny nawet dla gości.

Hotel to duże gmaszysko z widoczne daleka (szczególnie w nocy nie sposób go nie znaleźć, będąc w pobliżu dworca czy hali MTP).

20160212_222703

Wewnątrz obszerny hol, zazwyczaj 2 osoby na recepcji. Recepcjoniści sprawnie posługują się językiem angielskim (sam słyszałem ich przy pracy), a do tego są bardzo sympatyczni i starający się w miarę możliwości pomóc gościom.

Ja przyjechałem do hotelu dość późno i trafiłem… na wycieczkę Japończyków właśnie meldującą się w hotelu. Zrezygnowany spodziewałem się 30-40 min. czekania na swoją kolej, jednak miły pan z recepcji dostrzegł chyba moją minę i zawołał mnie do stanowiska obok, gdzie w ciągu dwóch minut wydał mi klucz magnetyczny i udzielił podstawowej niezbędnej informacji.

Niedaleko recepcji znajduje się mały kącik dla dzieci z kilkoma zabawkami, kolorową kanapą i konsolą gier, pozwalający dzieciakom bezboleśnie przeczekać dłuższy check in czy nawet pobawić się gdzieś poza pokojem w ciągu dnia.

20160213_091835

Do pokojów można dostać się schodami lub windą (są cztery do dyspozycji gości). Jako, że miałem pokój o numerze 1419, domyśliłem się, że pokój mam dość wysoko. Niestety w windzie ani na kartoniku, w którym otrzymałem klucz magnetyczny nie było informacji, na którym piętrze jest pokój 1419. Po chwili zastanowienia wybrałem poziom 14, co okazało się nie najgorszym wyborem. Pokój dość duży składający się z przedsionka, małego saloniku z biurkiem i telefonem, stolikiem kawowym oraz barkiem. Na barku taca zaopatrzona w czajnik oraz herbaty i kawy (kilka rodzajów do wyboru) plus woda mineralna.

20160212_230855

W części sypialnej spore, wygodne duże łóżko i lampka nocna.

20160212_231032

Pokój czysty, zadbany, żadnych nieprzyjemnych zapachów.

Łazienka spora, z wanną i zlewem.

20160212_230831

Na umywalce zestaw hotelowy kosmetyków (szampon / mydło) oraz komplet ręczników. Łazienka również czysta i schludna – bez zarzutu. Jedynym zgrzytem była dla mnie ceratowa zasłonka zwieszająca się z wanny. Jakoś bardziej ten rodzaj przewieszki łazienkowej pasuje mi do akademików i schronisk niż do dobrej klasy hotelu, no ale to subiektywne odczucie.

20160213_074352

Zdziwił mnie brak hotelowych kapci czy szlafroka oraz jednorazowej szczoteczki do zębów/pasty, ponieważ ogólny standard hotelu i pokoju sprawił, że spodziewałem się tych dodatkowych akcesoriów na wyposażeniu, tymczasem nie było żadnej z wymienionych rzeczy.

Rano śniadanie w formie szwedzkiego bufetu, kilka potraw na gorąco, bez rewelacji, ale za to przyzwoity standard europejski. Nic do zarzucenia.

20160213_074751

herb miasta ozdabia wejście do restauracji

Dość duży wybór potraw. Kilka rodzajów pieczywa, kawa, soki, herbata. Różnego rodzaju płatki śniadaniowe do wyboru. Zaskoczeniem (miłym) była obecność w bufecie swojsko wyglądających ogórków kiszonych. Od razu przypomniała mi się wycieczka Japończyków i pomyślałem, że dzięki noclegowi w Novotel będą mieli okazję spróbować typowej dla naszego kraju potrawy.

20160213_074859

20160213_080548

Kiszony ogórek polskim akcentem gastronomicznym

Obsługa sprawnie i dyskretnie usuwa brudne talerze i uzupełnia stan potraw.

Dla gości z rodzinami restauracja hotelowa dysponuje również krzesełkami dla małych dzieci.

Podsumowując. Hotel czysty i naprawdę przyjazny, szczególnie na krótkie wizyty biznesowe czy jako miejsce przesiadki lub odpoczynku w Poznaniu przed dalszą podróżą. Do tego świetnie umiejscowiony komunikacyjnie.

W przypadku pobytu rodzinnego średnio atrakcyjny, ale bierze pod uwagę podróżujących z dziećmi i nie pozostawia ich samym sobie.

Co więcej, oferuje atrakcyjne rabaty na pobyt rodzin z dziećmi, a nawet inne bardziej elastyczne terminy check in/check out dla rodzin.

W skali od 1 do 5, hotel Novotel w Poznaniu – mocne 4.

 
Jeśli planujesz częstsze korzystanie z sieci hoteli Accor warto zostać członkiem ich programu partnerskiego. Posiadacze darmowej karty sieci Accor praktycznie na starcie mają 10% zniżki, a skala zniżek i promocji rośnie wraz z liczbą zdobytych punktów. Oferta sieci obejmuje hotele bardziej ekonomiczne jak linia IBIS Budget
i te bardziej komfortowe.
Zaletą jest fakt, że posiadają swoje placówki nie tylko praktycznie w każdym większym mieście Polski czy Europy, ale także i na innych kontynentach.

Poniżej link do ich wyszukiwarki ofert.

 

Inne powiązane wpisy:

  • Relacja z targów turystyki w Poznaniu Tour Salon 2016
  • Z wizytą w Kórniku. Opis weekendowego wypadu do Wielkopolski.

 

 

Tour Salon 2016 – relacja z pobytu

Tour Salon zakończony. Jak było? Jak wszędzie – „plusy dodatnie i plusy ujemne”.

Jako, że się spóźniłem o godzinę, musiałem pobiegać przy bramkach i odstać w kolejce, żeby znaleźć osobę, która mogłaby mnie wprowadzić na teren targów jako zarejestrowanego uczestnika.

Wszedłem na teren hali, a tam pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to wielki kolorowy autobus jednego z poznańskich biur podróży (jeju, jak on mi się podobał w środku. Gdyby nie to, że uwielbiam latać, zastanowiłbym się nad wycieczką tym komfortobusem). zdjęcie

Irizar CT OSKAR

Komfortowy autokar Irizar naszpikowany systemami mającymi uprzyjemnić podróż

Organizatorzy przygotowali dla blogerów salkę, w której można było podłączyć się do prądu oraz wypić kawę, herbatę czy wodę. Duży plus.

Wystawców było dużo, ale nie aż tak dużo, jak się spodziewałem ( praktycznie połowę terenu targów turystyki obstawiały prezentacje służb ratunkowych policji, straży i różnego rodzaju atrakcje dla dzieci z tzw. „Strefy Urwisa”… Przez chwilę aż żałowałem, że moja dwójka siewców chaosu została z żoną w domu, a przecież to małżonka jest ostatecznym korektorem moich wpisów, zaś dzieciaki jedynym powodem niektórych z naszych wycieczek. Bez niej na blogu byłoby o 50% mniej przecinków, a bez nich nie byłoby mnie pewnie w Tirepark ;)).

Głównie wystawcy z Polski – praktycznie każdy region, choć brakowało mi trochę górali, podobnie jak czuć było niedosyt firm przewozowych, które praktycznie się nie pokazały na tych targach.

Zaskakująco mocno pokazało się lubuskie. Duże stoiska winiarni z województwa lubuskiego rywalizowały o palmę pierwszeństwa z Międzyrzeckim Rejonem Umocnieniowymlubuskimi parkami krajobrazowymi. Nawet miałem okazję na targach pojeździć na jednej ze ścieżek rowerowych lubuskiego! (fajny bajer)

wine2wineWirtualna wizyta w Parku Mużakowskim

Winiarnie z okolic Zielonej Góry, Nowej Soli i Nowego Miasteczka prezentowały się bardzo atrakcyjnie, a możliwość degustacji i zakupu ich produktów była dodatkowym atutem.

Jedynie skromne stanowisko AWF wyglądało jakoś tak ubogo i niezbyt ciekawie, mimo że powierzchniowo nie było wcale małe.

Wielkopolska i Małopolska zachęcały zamkami, wyrobami z piernika i tańcami ludowymi.

torun

Słodkie wyroby Żywego Muzeum Piernika

Jak to możliwe, że jeszcze nie byłem z dzieciakami w Toruniu?

Z zagranicznych stoisk intensywnie zachęcali do odwiedzin sąsiedzi zza Odry. Szczególnie bliska mi Brandenburgia, do której robię czasem rodzinne wypady, a która była silnie reprezentowana przez spory zespół na czele z przemiłą panią Klarą i panem Michałem, z którym miałem okazję już wcześniej nawiązać kontakt wirtualny.

brandenb

Jednak bardzo interesująco prezentowały się też dalsze regiony Niemiec, zachęcając pięknymi zamkami czy wyrobami z ręcznie malowanej porcelany.

misnia

Fr. Petra Schlechte w trakcie wykonywania tradycyjnych dekoracji na porcelanie.

misnia2

Duże stanowisko Rumunii przypomniało mi znowu o moim niedawnym noworocznym planie podróży „Must see„. Coś mnie pcha ponownie ku temu krajowi… ;)

Z dalszych rejonów można było znaleźć stanowiska promujące podróże do Wietnamu, Dominikany czy Filipin. Szczególnie to ostatnie sprawiło, iż zaczynam rozmyślać nad korektą mojej listy miejsc do odwiedzenia. Pan obsługujący stoisko Filipin (pracownik ambasady) zachęcił mnie w na wpół prywatnej rozmowie do odwiedzin tego odległego kraju bezcennymi podpowiedziami, których nie dało by mi żadne biuro podróży.

W sobotę Blog Meeting. Salka na spotkanie z blogerami ta sama co w piątek, choć ciężko ją było zidentyfikować, bo na informacji o spotkaniu podany był numer Sali, a ta jako jedyna nie była oznaczona na drzwiach. O dziwo, choć to w sobotę miało być spotkanie Tour Salon Blogmeeting, to tego dnia nie było w sali ani herbaty, ani kawy, nie było niczego. O umówionej godzinie nie było także nikogo z organizatorów. Blogerzy pojawili się i czekali, czekali, aż niepewnym krokiem zaczęli schodzić się przedstawiciele pierwszych zainteresowanych firm. Chwilę później pojawili się także organizatorzy Tour Salon. Najwyraźniej zauważyli brak czegokolwiek i już po kilkunastu minutach pojawiły się dwa imbryki, z kawą i herbatą oraz jak się okazało przygotowane wcześniej stojaczki z nazwami blogów.

Dalej poszło jak z płatka i spotkanie zaczęło się powoli rozkręcać. Czas upływał szybko na rozmowach krótszych i dłuższych z kolejnymi przedstawicielami firm i organizacji turystycznych.

Podsumowując, spotkanie uważam za udane. Wiele ciekawych prezentacji, interesujące warsztaty z fotografem Marcinem Dobasem, sporo reprezentujących się firm, nawet z bardziej egzotycznych rejonów świata. Silna reprezentacja lubuskiego i lubianej przeze mnie Brandenburgii, co mile połechtało mój patriotyzm lokalny.

Dla organizatorów duży plus za pomysł z organizacją kolejnego TS Blogmeetingu oraz zorganizowanie możliwości dobrego noclegu dla przyjezdnych w pobliskim hotelu. Szczególnie atrakcyjne było jego umiejscowienie – blisko hali targowej i… dworca PKP, co było szczególnie ważne dla mnie, ponieważ ostatecznie zdecydowałem się na przyjazd pociągiem. Nigdy nie miałem okazji nocować w tym hotelu, a po tej wizycie wydaje mi się być całkiem atrakcyjnym miejscem jako „punkt przesiadkowo-noclegowy” w Poznaniu ze względu na bliskość PKP/PKS, a nawet niezbyt długą drogę na lotnisko.

Minus za słabą organizację dnia pierwszego, a raczej jej brak. Choćby nieoznaczoną w żaden sposób salę dla blogerów czy słabo poinformowaną obsługę przy wejściu na targi (niektórzy nie wiedzieli nawet o czymś takim jak TS Blogmeeting). Dało to jednak w piątek czas na swobodne zapoznanie się ze stoiskami targowymi bez jakiś napiętych terminów, co też miało swoje zalety. Kolejny minus za sobotnie spotkanie, które było kompletnie nieprzygotowane (na szczęście organizatorzy szybko zauważyli „zgrzyt” i robili, co mogli, aby zatrzeć złe wrażenie).

Po spotkaniu widzę więcej zalet niż wad, więc było dobrze. Za rok pewnie będzie jeszcze lepiej. Można by np. dla wystawców zainteresowanych takim spotkaniem przygotować krótkie informacje – takie resume o blogach, bo miałem wrażenie, że wielu w ogóle nie znało żadnego z nich. Do tego niewielkie dopracowanie formy głównego spotkania TSblogmeeting i będzie 10 punktów na 10 ;)

Jak na pierwszą wizytę w Poznaniu po około 18 latach jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany wizyta po latach zachęciła mnie do częstszych odwiedzin w tym mieście.

Powiązane wpisy:

Wizyta w Brandenburgii – Tierpark Cottbus

Recenzja z pobytu w hotelu Novotel w Poznaniu

 

 

Wędrówki wokół Londynu

Wędrówki wokół Londynu, czyli turystycznie na wyspach…

Tym razem będzie nie o mojej podróży, ale o podróży moich przyjaciół Donaty i Mariusza. Można by powiedzieć, o podróży ich życia. Znam ich jeszcze z czasów szkoły średniej, ponieważ wszyscy kończyliśmy liceum sztuk plastycznych (jak widać oni z lepszym skutkiem, ponieważ nadal są czynni zawodowo, podczas gdy ja jestem „malarzem niedzielnym”, to coś takiego jak niedzielni kierowcy, tylko nie powodują stłuczek, a co najwyżej mogą się upaprać farbą).

Ponad 10 lat temu wyjechali w poszukiwaniu pracy i chyba też poniekąd swego miejsca na ziemi. Wyjechali do Wielkiej Brytanii. Praktycznie od początku swego wyjazdu mieszkają w „sercu Anglii”, czyli w Londynie (no i jak po tylu latach możliwe jest, że nadal to miasto jest na mojej liście must see ?!).

Praktycznie od początku ich pobytu w kraju królowej i popołudniowej herbatki wrzucali w różne miejsca zdjęcia z wycieczek. Nie były to wycieczki po zabytkach Londynu, tylko po przeróżnych mniej i bardziej znanych miejscach z Wielkiej Brytanii. Od długiego czasu zastanawiało mnie, co było motywacją ich podróży i na ile były zaplanowane. Poniżej zapis naszej rozmowy na Skypie, który może być motywacją dla innych emigrantów polskiego pochodzenia do odwiedzania czegoś więcej poza miejscem pracy i pobliskim marketem. Zaś przyjeżdżających turystycznie do tego kraju może zachęcić do odwiedzenia kilku miejsc wartych zobaczenia (poza Big Benem i Tower jest jeszcze co zobaczyć…). Całość wzbogacona pięknymi zdjęciami Walii i Cornwalli autorstwa Mariusza.

W związku z tym, że rozmowa wyszła nam dość długa do wpisu postanowiłem dołączyć jej transkrypt w formacie PDF. Mam nadzieję, że będzie interesujący dla osób wybierających się do Wielkiej Brytanii turystycznie, jak i dla tych, którzy próbują odnaleźć tam swój nowy dom.

Kliknij tutaj aby pobrać rozmowę w formacie pdf Turystycznie_na_wyspach (PDF)

 

Powiązane linki do stron i osób wymienionych we wpisie:

  • MEGABUS – strona pozwalająca na rezerwacje połączeń na terenie Wielkiej Brytanii i nie tylko.

Guido, podziemne muzeum

Guido, podziemne muzeum.

 

Jadąc na Śląsk i przejeżdżając przez Zabrze nie sposób odpuścić sobie odwiedzin w Kopalni Guido.

Ja miałem okazję ją odwiedzić podczas wyjazdowych zajęć na podyplomowych studiach Mechatroniki w Katowicach, które miały mnie bardziej utwierdzić w kwalifikacjach do wykonywanej od kilku lat pracy. Uczelnia w trakcie zajęć z laboratoriów zafundowała nam wycieczkę do kopalni. Zwiedzaliśmy tam poziom 320. Zwiedzanie z przewodnikiem rozpoczyna się odbiorem kasków oraz zjazdem górniczą windą głęboko w otchłań kopalni.

Start trasy zwiedzania z przewodnikiem już na powierzchni.

Start trasy zwiedzania z przewodnikiem już na powierzchni.

Do zwiedzania radzę przygotować wygodne buty, bo panie na szpilkach, czy latem w japonkach mogą mieć mały problem podczas takiej wycieczki. To prawdziwa kopalnia, nie jakieś plastikowe muzeum zbudowane dla komfortu turystów. Czasem sufit schodzi nisko, korytarze robią się wąskie, a chodnik pod stopami bywa nierówny i śliski.

Kopalnia Guido swoją działalność rozpoczęła jeszcze w XIX wieku, w czasach, kiedy wagoniki z węglem głęboko pod ziemią ciągnęły kuce. Małe „górnicze koniki”, które zjeżdżały windą pod ziemię i zostawały tam do końca swego życia. Przewodnik oprowadza po terenie kopalni Guido, opisując jej historię i poszczególne mijane miejsca.

Z dodatkowych atrakcji dla zwiedzających jest możliwość przejechania się wagonikami, jakich używali górnicy, czy uruchomienia potężnej maszyny górniczej do wydobywania węgla. Szczególne wrażenie robi maszyna do wykopywania urobku, wielka, potężna, która po uruchomieniu wydaje hałas ciężki do porównania z czymkolwiek. Daje wyobrażenie warunków, w jakich muszą pracować górnicy w czynnej kopalni.

961842_4222310850875_244014280_n

Górniczy sprzęt

Poziom 320, który zwiedzaliśmy, to tylko jeden z dostępnych poziomów. W zależności od wyboru trasy – poziomu zwiedzania wycieczka po kopalni może trwać od ok. jednej do ponad dwóch godzin. Poza stałymi trasami wycieczkowymi w kopalni Guido są organizowane różnego rodzaju eventy, koncerty, a nawet… wesela. Wyobraźcie sobie miny gości weselnych spoza Śląska jadących na salę weselną ciemną windą kilkaset metrów pod ziemię. Jest moc!

Można nawet umówić się na Walentynki z drugą połową… „Skarbie, moja miłość do Ciebie jest głęboka jak kopalnia węgla” – takie wyznanie nabiera innego przekazu na jednym z poziomów kopalni Guido (ze względu na ograniczoną ilość miejsc na wszelkie otwarte imprezy organizowane w kopalni należy rezerwować miejsca wcześniej. Wiadomo, kopalnia nie z gumy, nie rozciągnie się, i ogródka też nie da się dostawić).

Zachęcam do odwiedzenia kopalni – muzeum, jeśli nie na nadchodzące Walentynki to nawet bez okazji, po prostu z ciekawości tego, jak wydobywa się polskie „czarne złoto”, jak wyglądają górnicze maszyny i konstrukcja podziemnych chodników.

„Gorzów w różowych okularach”

„Gorzów w różowych okularach”

Reżyseria: Dominika Muniak

Byłem, widziałem i jestem pod całkiem pozytywnym wrażeniem. Film zaledwie godzinny i zrobiony nakładem niewielkich środków finansowych. Ciekawa atmosfera całości i wybór „aktorskich osobowości”. Trochę zaskoczył mnie treścią, ponieważ nie wiedząc nic o nim, nastawiłem się na film promujący miasto i jego ciekawe, istotne miejsca. Spodziewałem się raczej wycieczki po fragmentach murów obronnych, katedrze, willi Schroedera czy spichlerzu i dominancie…. Tymczasem był to spacer, spacer z „duchami miasta”. Bohaterami filmu było pięć charakterystycznych osobowości Gorzowa, przedstawiających swoje pasje i to, czym dla nich jest miasto oraz co w nim cenią. Sam, nie będąc rodowitym gorzowianinem, z przyjemnością spędziłem godzinę z „bohaterami miasta”.

Trafiłem wehikułem czasu do XIX- wiecznej krainy lamp oliwnych, kaganków i skrzypiących szaf. Karmiłem ptaki nad Wartą przy operetkowym śpiewie i patrzyłem na koty leniwie wałęsające się po dworcu kolejowym. Koty w butach i kapeluszu z piórkiem…

Mimo skromnego budżetu i „aktorów”, którzy aktorami nie są, film robił wrażenie i budził jakieś uczucia tęsknoty za miejscami z dzieciństwa, czymś ulotnym, trudnym do nazwania.

W dodatku zmienił moje spojrzenie na jeden z chyba najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych lokali w Gorzowie, jakim jest „Letnia”.

Na koniec film zostawia nas ze wspomnieniem pięciu indywidualnych światów, splecionych w całość, dzięki temu, że znajdują się w jednym mieście i to miejsce jest ich wspólnym mianownikiem. Domem.

Miasto, w którym takich osobowości pewnie można znaleźć jeszcze wiele i nakręcić wiele filmów pokazujących kolejne światy ukryte w mieszkaniach, kamienicach i uliczkach Gorzowa.

Film jest innym spojrzeniem na turystykę, w której obiektem zwiedzania nie są budowle czy cuda natury, ale osobowości. Światy ukryte w mijanych na ulicy ludziach.