Miesięczne archiwum: Styczeń 2016

Chengdu cz. 2 – wodny smok

Chengdu cz. 2 – wodny smok

Dujiangyan Irrigation System

Pisałem już o Chengdu, magicznej stolicy Syczuanu, jego uroczych uliczkach z klimatem dawnych Chin i chyba największej hodowli Pandy na świecie. Jednak niedaleko Chengdu (dystans około 2h jazdy autem) jest również atrakcyjne miejsce, szczególnie dla miłośników nietypowych konstrukcji i rozwiązań technicznych. Jest to tama sprzed wieków, a właściwie to cały kompleks tam, zapór, spiętrzeń i wszelkich cudów techniki związanych z nawodnieniem Syczuanu, a w szczególności okolic Chengdu.

215917_3490508556275_150666423_n

Kompleks ten sięga swoją historią kilkuset lat wstecz – wtedy zaczęto projektować i budować tu pierwsze rozwiązania, mające pomóc kontrolować wodę i jej dystrybucję w regionie.

Pomysły były jak na tamte czasy nowatorskie, a swoim rozmachem i skutecznością zaskakujące po dziś dzień.

28758_3490511716354_1353218828_n

Sam kompleks Dujiangyan nadal pełni swoją funkcję, a historyczne rozwiązania irygacyjne przez wieki były uzupełniane o nowe i coraz to nowsze mechanizmy. Jednak kilkusetletnia historia konstrukcji i jej atrakcyjność, zarówno pod względem inżynierii, jak i wizualnym, sprawiła, że tama w Dujiangyan i jej okolica stała się miejscem wyjątkowo atrakcyjnym turystycznie. Co się z tym wiąże, kompleks tam wzbogacił się w mnóstwo sklepików z pamiątkami, restauracyjek, herbaciarni, a nawet mini kolejkę, która może obwieźć po jego terenie co bardziej leniwych turystów.

65152_3490509876308_750776651_n

Podczas jednego z moich pobytów w Chinach miejscowi koledzy w czasie weekendu zabrali nas tam na przejażdżkę. Miejsce niezapomniane.

Niesamowite widoki i zaskakujące rozwiązania, mające pomóc praktycznie w nawodnieniu całego regionu. Najbardziej powala rozmach tych budowli i fakt, że były wymyślone przez jakiegoś chińskiego inżyniera w czasach, kiedy w Europie szczytem irygacji była fosa wokół zapleśniałych murów zamku lokalnego księcia.

255000_3490511756355_1337944887_n

Dodatkową atrakcją był fakt, że… byłem tam atrakcją kompleksu wodnego. Czemu?

Z dość prostej przyczyny – biały, wysoki (szczególnie, jak na standardy chińskie), a do tego z brodą…

Tak, jak Pekin czy Szanghaj są już oswojone z białymi turystami, tak w Syczuanie wciąż nie ma ich tak wielu. W Chengdu podczas spacerów ulicą nie raz czułem na sobie ciekawski wzrok Chińczyków. Podczas zwiedzania zapory Dujiangyan, gdzie byliśmy jedynymi nie Chińczykami, jakich widziałem, staliśmy się atrakcją na tyle dużą, że w ciekawych punktach widokowych co odważniejsi Chińczycy prosili mnie o pozowanie wraz z nimi do zdjęcia na tle budowli.

Ci mniej odważni strzelali fotki z ukrycia tak, aby złapać egzotycznego białasa na tle zdjęcia z najważniejszej tamy Syczuanu.

598543_3490507436247_669542570_n

 

Wisienką na torcie okazał się być festiwal, który właśnie wystartował tego dnia, a o czym się dowiedzieliśmy wychodząc z kompleksu. Przed wejściem pojawiła się scena, której wcześniej nie było i kilkanaście autokarów pełnych poprzebieranych tancerzy i muzyków. Niektórzy w strojach ludowych inni bardziej współczesnych. Dzięki temu na pożegnanie tama Dujiangyan zagrała dla nas i zatańczyła, pozostawiając po sobie we wspomnieniach prawdziwy korowód niesamowitych widoków, obrazów i dźwięków.

599960_3490512956385_198284696_n

Powiązane wpisy:

Panda, zielone bambusy i chiński pieprz – Chengdu cz. 1

Z wizytą u Mao Tse-tunga – Changsha cz.1

Kraina smogu i herbaty – Szanghaj

Wiktoria Nester – Sekrety udanej podróży

Wiktoria Nester – Sekrety udanej podróży

Kilka dni temu dostał się w moje ręce e-book o nazwie „Sekrety udanej podróży – poradnik dla turystów”

Jako, że jestem osobą lubiącą wszelkiego rodzaju podróżnicze „tips & tricks”, a spis treści zapowiadał się ciekawie, zabrałem się do lektury. Sam e-book dosyć leciwy, bo z 2009 roku, jednak nie wydawało mi się to problemem, ponieważ pewne porady się nie starzeją, co najwyżej mogą się w czasie zmienić koszta ich zastosowania.

Lektura publikacji okazała się odpowiadać moim oczekiwaniom, aczkolwiek styl pisania pani Nester nie do końca mi odpowiadał.

Jak dla mnie podstawą do czytania tego e-booka i jego użyteczności jest spis treści. Pozwala on szybko poruszać się między interesującymi nas punktami i traktować poradnik jak instrukcję wstępną podczas przygotowań do bliższych czy dalszych podróży. Dla mnie jest on taką właśnie instrukcją – check listą ważnych punktów do odfajkowania przed podróżą. Szczególnie przed rodzinną wyprawą, w czasie przygotowań do której łatwo coś przeoczyć, coś, co potem może nam psuć atmosferę wyjazdu i spędzać spokój z głowy.

Mamy tu punkt po punkcie przygotowane podstawowe informacje o tym, jak się spakować, co zabrać i o czym pamiętać podczas praktycznie większości wyjazdów czy to w góry, nad morze, czy za granicę. Mamy nawet informacje, jak radzić sobie z takimi utrudnieniami w podroży jak choroba lokomocyjna czy lotniczy jet-lag. Mankamentem dla mnie była obecność niektórych niepotrzebnych moim zdaniem punktów, jak np. „savoir-vivre”, ponieważ pewne rzeczy są podstawą, o której w tego typu poradnikach nie powinno się już pisać…

„1. W pierwszej kolejności miejsca powinny zająć osoby niepełnosprawne, starsze i rodziny z małymi dziećmi.

2. Wchodząc do przedziału w pociągu przywitaj się i spytaj o wolne miejsce.

3. Jeśli jedziesz w samochodzie jako pasażer, nie udzielaj rad kierowcy i nie narzekaj na niewygody.

4. Nie pal w środkach transportu, ani w miejscach publicznych. „

Irytował mnie też sam styl pisania, o którym wspomniałem na początku. Czyta się to ciężko, jak jakąś instrukcję na wpół techniczną.

Bardziej jak listę do sprawdzenia niż interesującą, mającą pobudzić wyobraźnię książkę o podróżach. Jednak nie jest to duży mankament dla e-booka, który chyba z założenia miał być właśnie taką swoistą instrukcją pakowania, która sprawi, że o niczym ważnym nie zapomnimy.

Publikacja ta jest check listą, którą warto mieć wydrukowaną i odłożoną w kieszeni torby podróżnej.

Po co? Po to, aby ją wyciągnąć dzień czy dwa przed wyjazdem i sprawdzić swoją gotowość do drogi…

 

Zobacz podobne tematy:

Film książka i lampka wina

 

Wigilijne postanowienia noworoczne.

Wigilijne postanowienia noworoczne, czyli miejsca które chciałbym zobaczyć.

24 grudnia, Wigilia. Lekko przejedzony już po dwudziestej trzeciej zacząłem zastanawiać się nad kolejną Wigilią. Gdzie chciałbym ją spędzić w 2016 i generalnie nad tym, czy mam jakieś plany na 2016 rok, nie tylko na Wigilię, ale i na wiele innych spraw. Czyli generalnie nad rocznym planem na życie.
W ostatnich miesiącach w pracy powiał nad głową mi i kolegom z działu wiatr zmian. Nasz dyrektor, który był nam Szefem odkąd pamiętam, czyli od 2007, (a szefował działowi o wiele dłużej) odchodzi. Generalnie nie aż tak daleko, bo nadal będzie pracował w ramach naszej grupy, ale już nie z nami. Wkrótce będzie nowy dyrektor, czy lepszy – czas pokaże. Tylko dział zaczyna trzeszczeć w posadach, a pracownicy zachowują się jak mrówki, którym zabrano królową i latają w kółko po trawniku w popłochu i bez celu.
Skoro praca stała się jedną wielką niewiadomą, postanowiłem zrobić sobie plan podróżniczy. Tak, żeby coś było zaplanowane, tak długoterminowo – jeśli nie w życiu zawodowym, to choćby prywatnym. Plan miejsc, które chciałbym zobaczyć, zwiedzić. Niekoniecznie w tym roku, ale tak w ogóle.

Wygrywa ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie,
aby go osiągnąć.
— Napoleon Hill

Dziś właśnie uznałem, że to dobra pora, aby wyznaczyć sobie cele. Zgodnie z powyższym cytatem pana Hill’a, jeśli będzie szło za tym pragnienie osiągnięcia ich, powinno się udać. Co to będzie znaczyć dla mnie? Spełnienie marzeń, a dla Ciebie drogi czytelniku, nowe artykuły pełne zdjęć. Czas więc odkurzyć stare marzenia podróżnicze i dopieścić te nowe. Siadłem z kartką i zacząłem zastanawiać się, gdzie najbardziej chciałbym być, jaki kraj odwiedzić, miejsca zobaczyć. Zacząłem pisać późną nocą w Wigilię, a skończyłem już po Sylwestrowej nocy kilka dni temu, oczywiście z drobnymi przerwami na pierogi, karpia i barszcz z uszkami.

Wyszła mi poniższa lista „must see„:

1) Japonia – miejsce, które jest celem mojej podróży od lat dzieciństwa. Nie będę nazywał miasta czy wyspy, którą chciałbym zobaczyć, ponieważ jest ich zbyt wiele, a jednocześnie jakakolwiek z nich spełni przynajmniej w części jedno z moich najstarszych marzeń podróżniczych. Od 13 stycznia nawet pojawia się nowe połączenie LOT-u z Warszawy do Tokio, choć pewnie ja i tak z niego nie skorzystam ze względu na bliskość lotniska w Berlinie.
2) Ameryka PółnocnaUSA, tereny rdzennych Indian – rezerwat autochtonów. To drugie marzenie, co do pierwszeństwa zrodzenia się w mojej głowie walczące z Japonią, a wyrosłe na powieściach takich jak: Ostatni Mohikanin, Winnetou czy o podróżach Tomka. Do tego byłaby okazja spróbować oryginalnego piwa imbirowego i zjeść w jakimś fast foodzie amerykańską specjalność, hamburgera z frytkami.
3) Fuertaventura – Wyspy Kanaryjskie – Ci, którzy czytają wpisy na blogu pewnie pomyśleli właśnie: „ale on tam już był”. Zgadza się, byłem na przepięknej wyspie Lanzarote. Byłem na „kanarach” i się w nich zakochałem. Przynajmniej w Lanzarote. Ten pobyt to jedne z najprzyjemniejszych wakacyjnych wspomnień w moim życiu. Dlatego po obejrzeniu wulkanicznej wyspy Lanzarote chciałbym zobaczyć inną z Wysp Kanaryjskich, o której mówią, że jest najbardziej zielona – Fuertaventura (a na pewno bardziej zielona niż marsjański krajobraz Lanzarote).
4) Islandia – po wizycie na Lanzarote żywioł ognia i ziemi zrobił na mnie na tyle duże wrażenie, że z chęcią obejrzałbym go w mroźnym, północnym wydaniu. Tu idealnie wpasowuje się Islandia z mroźnym klimatem, największą ilością czynnych wulkanów w Europie i gorącymi gejzerami, w których termalnych kąpieli można zażywać wśród śniegów i mrozu.
5) Kostaryka – kolejna kraina wulkanów i zieleni w pasie klimatu podrównikowego. Takie połączenie wulkanicznego Lanzarote i zielonej Fuertawentury w jednym miejscu. Zapowiada się ciekawie.
6) Rumunia – Karpaty – zamek Drakuli. Na zdjęciach robi wrażenie i wygląda przepięknie, jednak ciągnie mnie do niego historia mrocznego władcy Vlada Tepesa, którego postać była pierwowzorem głównego bohatera powieści o mrocznym wampirze. Raz już byłem w Rumunii – kraj, mentalność ludzi i klimat spodobał mi się. Tylko był to całkiem inny region tego kraju – nie ziemie hrabiego…

Kościół w Caransebeş - Rumunia

Kościół w Caransebeş – Rumunia 2011

7) Londyn – bo mam tam kilku przyjaciół, bo to wielkie europejskie miasto z wielowiekowymi tradycjami, bo chciałbym się przejechać czerwonym, piętrowym autobusem :D
8) Co najmniej 10 różnych schronisk górskich PTTK (nie mniej niż 3-4 podczas jednego wyjazdu). Dlaczego? Odpowiedź trudna i łatwa. Łatwa, bo są w górach, a niewiele jest tak pięknych miejsc jak góry. Do tego zazwyczaj wiele ze schronisk jest uroczo położonych. Drugim powodem jest to, że chciałbym zabrać tam dzieciaki, lub choćby tylko syna. Wstać z nimi rano w wilgotnym starym pokoiku schroniska, zrobić sobie herbatę w kubku i wyjść z nią rano na ławkę przed schroniskiem. Siorbnąć i spytać: „i jak podoba się Wam w górach?”
9) Kambodża – ze swym niepowtarzalnym zespołem świątyń w Angkor.
10) Grecjawyspa Santorini – to właściwie nie tyle moje marzenie czy cel podróżniczy, ale mojej żony. Od chyba 3 lat marudzi mi o białych domkach z niebieskimi kopułkami. Dla świętego spokoju, aby uciszyć temat postanowiłem, że trzeba by tam kiedyś pojechać.
11) Legoland – głównie z myślą o synu, choć córce pewnie się też spodoba (a ja będę robił poważne miny i udawał, że się nie bawię). Jeszcze nie wiem, czy ten duński w Billund czy w Niemczech.

12) Rio de Janeiro – choć byłem w Brazylii to była to Bazylia „kontynentalna”. Chciałbym zobaczyć tą z plażą, przejść się po piasku Copacabany, że już nie wspomnę o zobaczeniu karnawałowego korowodu.
13) Wziąć udział w Blogtour 2016 w Poznaniu. W końcu pisanie bloga zobowiązuje, a Poznań blisko mojego domu, do tego temat targów interesujący.
14) Hiszpania (znów) – tym razem Barcelona – chciałbym zobaczyć domki Gaudiego i przy okazji móc pokazać synowi stadion Barcy.
15) Tajlandia – ponieważ chciałbym obejrzeć na żywo i poczuć klimat walk tajskich bokserów, a do tego zobaczyć Bangkok ( taki sentyment do filmu Kac Vegas w Bangkoku ;) ).

Na razie na tyle – to postanowienia turystyczno-podróżnicze, mam też inne, ale są bardziej prywatne i nie związane bezpośrednio z tematem tej strony, jak na przykład nauka języka (wciąż rozważam opcję doszlifowania niemieckiego lub nauki nowego języka). Jak się spełnią, to szepnę o nich słowo na koniec roku, żeby się pochwalić, że udało się! Oczywiście te wyjazdowe postanowienia są nie do zrealizowania w ciągu jednego roku, (no chyba że wygram duuużą kumulację w totolotku, ale nawet wtedy byłoby ciężko czasowo). Jeśli w ciągu roku uda mi się zrealizować 1-2 z tych 15 punktów, będę zadowolony i na kolejnym rocznym „podsumowaniu” „odhaczę” jeden, dwa punkty z listy miejsc „do zobaczenia”.

Ciekaw jestem, jak tam Twoje postanowienia noworoczne? Czy są jakieś plany związane z podróżami, a jeśli tak, to gdzie? Może jakieś nasze lokalizacje się pokrywają? Zachęcam do stworzenia własnych list „podróżnych”. Dobrym nawykiem będzie co jakiś czas spoglądanie na nie i zastanowienie się, co, kiedy i w jaki sposób można by zrealizować. Nazwać swoje „nieodparte pragnienie” i jasno określić cel. Może się okazać, że wymarzone miejsce jest bliżej, niż nam się wydaje, a bilet w zasięgu ręki.